Marketingowy majstersztyk

Marketingowy majstersztyk

Nie od dziś wiadomo, że dźwignią handlu jest dobra reklama. Nic więc dziwnego, że jednostki samorządowe coraz częściej wykorzystują koncepcje i narzędzia marketingowe do wykreowania wizerunku oraz marki miejsca. Cechy te, stanowią bowiem rodzaj wsparcia podmiotu na tle konkurencyjności przestrzenno-gospodarczej. Przez długi czas zarządzanie marketingowe opierało się wyłącznie na realizowaniu przelotnych inicjatyw reklamowych. Obecnie jednak, coraz częściej władze lokalne starają się traktować marketing jako spójne, strategiczne, a przede wszystkim kompleksowe zarządzanie. Dlatego też, działania promocyjne gminy Uniejów wywierają ogromny wpływ na kreowanie własnej, niepowtarzalnej marki, w której intensywnie rozwija się działalność uzdrowiskowa, turystyczna czy rekreacyjna. Uniejów to obecnie najmłodsze uzdrowisko termalne w Polsce, a także jedyne w całym województwie łódzkim. Unijne inwestycje, geotermia i nawiązanie nowych współprac pozwoliły gminie wyrwać się z marazmu. W przeszłości bowiem, gmina ta miała charakter rolniczy i była jedną z najuboższych w Polsce. Małe miasteczko zawsze kojarzyło mi się bardziej z zapadłą dziurą o której czym prędzej trzeba zapomnieć, aniżeli z ośrodkiem turystycznym promowanym na całą Polskę. A jednak! Rozpoczęcie prac nad wydobyciem wód geotermalnych stało się  początkiem licznych zmian w środowisku przyrodniczym, sferze społecznej oraz gospodarce.
Zarządzanie marketingowe wyróżnia między innymi określenie potrzeb potencjalnych klientów, rozpoznanie ich preferencji, obserwację i zrozumienie zasad panujących na rynku. Ponadto dotyczy ustalania konkretnych celów, a także wywierania wpływu na otoczenie i partnerów z którymi się współpracuje. Chcąc zatem odnosić sukcesy, władze samorządowe są zmuszone do zaplanowania, a następnie realizowania działań promocyjnych i wykreowania oryginalnej marki miejsca. Stworzony wizerunek ma niebagatelny wpływ na wyobraźnię odbiorcy oraz powstające w jego głowie wspomnienia i doświadczenia, na skutek przebywania w konkretnym miejscu. Dlatego właśnie tworzone są wszelkie sugestie w postaci symboli, zachowań mieszkańców, haseł oraz spotów reklamowych i wydarzeń. Wszystkie atrakcje, jakie ma do zaoferowania samorząd terytorialny, wartość zarówno materialna, niematerialna jak i historyczna, w połączeniu z działaniami marketingowymi mają szanse sprawić, że turyści będą chcieli polecać to miejsce, a w przyszłości może nawet do niego wrócić.
„Termy Uniejów – tu narodzisz się na nowo” to esencja wielopłaszczyznowej promocji medialnej. Chlorkowo-sodowa woda mineralna, która jest wydobywana z głębokości około 2 km o temperaturze 68-70 st. to największe bogactwo miasta. Ze względu na swoje właściwości zdrowotne jest wykorzystywana w profilaktyce, rehabilitacjach oraz leczeniu schorzeń różnego rodzaju układów. Zabiegi zdrowotne i odnowa biologiczna w nowoczesnym kompleksie termalno-basenowym  zapewniają chwilę relaksu, a bogata oferta zawiera między innymi baseny zachęcające do kąpieli na świeżym powietrzu, strefę Wellness&SPA, komory śnieżne, sanarium czy basen lodowy. Oprócz tego, woda geotermalna nadaje się do konsumpcji i służy w kuracjach pitnych. Jest się czym pochwalić, prawda? Nic więc dziwnego, że podstawę promocji Uniejowa stanowi fakt uzyskania statusu miejscowości uzdrowiskowej, a na oficjalnym samorządowym logo dumnie widnieje napis „Uniejów Uzdrowisko Termalne”. Dogodna lokalizacja i dostępność do wód geotermalnych pozwoliły władzom miasta w stosunkowo krótkim czasie znacząco rozszerzyć atrakcyjność oferty turystycznej, a ta z kolei przyczyniła się do większej rozpoznawalności gminy.
„Uniejów – Miasto Wody, Indian i Rycerzy” – tak brzmi hasło promocyjne uzdrowiska. Z pewnością dużo lepiej, niż „Poddębice – miasto słońca”, które nijak odnosi się do rzeczywistości. Paradoks polega na tym, że formalnie to właśnie Poddębice są miastem powiatowym, a ludziom kojarzy się ono wyłącznie za sprawą uniejowskich term. Aha! Zaznaczam przy tym, że Poddębice również mają dostęp do wód geotermalnych, nawet o wyższej temperaturze. Wracając jednak do meritum, hasło reklamowe łączy w sobie trzy najważniejsze cechy uzdrowiska. Okazuje się, że oprócz term Uniejów słynie z Towarzystwa Przyjaciół Indian Ameryki Północnej oraz Bractwa Rycerskiego „Signum Temporis”. Świadczą o tym kompleks rekreacyjno-turystyczno-edykacyjny – Kasztel Rycerski otwarty w 2008 roku (obecnie w remoncie) oraz skansen w postaci „Zagrody Młynarskiej” działający prężnie od 2012 roku. Wokół wszystkich wymienionych elementów promocji władze samorządowe podejmują inicjatywy, które w atrakcyjny sposób podnoszą wartość miasta. Przykłady? Indiańskie Lato im. Sat-Okha, Ogólnopolski Festiwal Muzyki i Tańca Ameryki POW-WOW, Wielki Turniej Rycerski na zamku w Uniejowie, Średniowieczny Jarmark na Kasztelu Rycerskim czy Ogólnopolskie Dni Wody. Ciekawym elementem promocji jest też umieszczenie motywu lilii z herbu miasta w różnych zakątkach Uniejowa. Są to z pozoru nic nie znaczące, drobne „smaczki”, jednak w końcowym rozrachunku pozwalają one nadać miejscu odpowiedni kształt i charakter. Zorganizowano nawet festiwal tematyczny o nazwie „Królestwo Lilii”, który polegał na stworzeniu barwnych kompozycji kwietnych z motywem lilii w Uniejowskiej Kolegiacie. Do rozwoju gminy przyczyniła się także interdyscyplinarna współpraca z wieloma uczelniami. Partnerska współpraca została nawiązana między innymi z Łódzką Akademią Sztuk Pięknych, Uniwersytetem Medycznym w Łodzi, Akademią Techniczną w Warszawie czy Łódzką Politechniką. Dostęp do wiedzy i pomoc doświadczonych naukowców to  niewątpliwie duża szansa na dalszy rozwój miasta i realizację nowych planów.
Absolutnym zaskoczeniem jest jednak udział Uniejowa w organizacji imprez masowych we współpracy z Radiem ZET i TVP2 „Lato ZET i Dwójki”. Przyznam, że widywałem transmisje z uniejowskich term w „Pytaniu na Śniadanie” czy „Dzień Dobry TVN”, słyszałem reklamy kompleksu basenowo-termalnego puszczane w radiu, ale nigdy nie spodziewałbym się w tym miejscu tak dużego koncertu muzycznego. Kiedy rok temu przeczytałem, gdzie odbędzie się jedna z większych imprez muzycznych w Polsce… byłem w szoku. Koncert przy obiektach termalnych przyciągnął kilkudziesięciotysięczną publiczność i był transmitowany przez telewizję Polsat na żywo. Trudno o lepszą reklamę, prawda?
W Uniejowie organizowane są również imprezy targowe, konferencje, seminaria, sesje naukowe oraz delegacje wizyt krajowych i zagranicznych.  Podejmowane są inicjatywy stworzenia niezależnej marki „Eko Uniejów”, który współfinansowany jest z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. Dotyczy on różnych działań zmierzających do umocnienia pozycji miasta i budowy silnej marki bazującej na elementach przyrodniczych, a także walorów turystycznych w wizerunku Uniejowa. Działania te, mają pomóc zwiększyć komfort mieszkańców, promować zdrowy styl życia oraz możliwość wykorzystania zasobów przyrody przy tworzeniu tego typu miejsc. Nie bez znaczenia było stworzenie oficjalnych stron internetowych Uniejowa, kompleksu termalnego oraz wykorzystanie mediów społecznościowych. Utrzymanie bliskiego kontaktu z inwestorami, dzielenie się na bieżąco najważniejszymi informacjami, a także łatwy dostęp do oficjalnych treści wzmacnia pozytywny wizerunek gminy.
Ogólny zarys kampanii promocyjnej Uniejowa określa w jaki sposób władze samorządowe wypromowały Uniejów. Drzemiący pod powierzchnią ziemi potencjał, kilkusetletnia spuścizna historii miasta oraz walory krajobrazowe wreszcie zostały docenione. Koncepcja promocji marketingowej opiera się bowiem na wykreowaniu „młodego duchem uzdrowiska” poprzez wykorzystanie aspektów przyrody oraz stworzeniu w centrum Polski turystyki uzdrowiskowej wraz z nowoczesnym ośrodkiem SPA. W tym momencie jest to jedyne takie miejsce w regionie. Założenia te, w zestawieniu z bogactwem historycznym miasta pozwoliły stworzyć zupełnie nową, oryginalną markę, a to z kolei, przyciągnęło turystów z całej Polski. Połączenie umiejętnego zarządzania z rozległymi działaniami marketingowymi pozwoliło całkowicie przekształcić model rozwoju gminy. O potencjale tego miejsca świadczy fakt, iż baseny termalne wraz z całą gminą Uniejów zdobywają liczne nagrody ogólnopolskie i regionalne. Należy przy tym pamiętać, że działalność gminy dopiero się rozwija, a obecna oferta turystyczno-wypoczynkowa nie spełnia jeszcze wszystkich kryteriów kompletnego kurortu turystycznego. W ostatnich latach podejmuje się jednak działania na wielu różnych płaszczyznach rozwoju w taki sposób by stworzyć jeszcze bardziej integralny, spójny i wszechstronny produkt turystyczny.

Literatura:
1. Kowalska P.: Zintegrowany produkt turystyczny w działaniach produkcyjnych gminy Uniejów i jego rola w budowaniu marki miejsca, Biuletyn Uniejowski, Łódź 2016
2. Gorczyczewska E., Smętkiewicz K.: Budowa i promocja marki miejsca na przykładzie uzdrowiska termalnego Uniejów, Łódź 2013
3. Oficjalny portal internetowy uzdrowiska Uniejów: www.uniejow.pl


...o świętym, którego być może nie było...

...o świętym, którego być może nie było...

W jednej z kaplic uniejowskiej świątyni znajduje się okazały sarkofag pochodzący z 1666 roku. Na tumbie wykonanej z czarnego marmuru spoczywa rzeźba z brązu - leżący bł. Bogumił, wyciągający rękę w geście błogosławieństwa… tajemniczy gnieźnieński arcybiskup, który wg legendy opuścił urząd i dokonał żywota jako pustelnik na wyspie położonej u ujścia Neru do Warty, w pobliżu Dobrowa…
Kim był błogosławiony Bogumił? Skąd pochodził? Kiedy żył? I czego dokonał?

Tak naprawdę nie wiadomo. W Żywocie św. Bogumiła, spisanym w 1661 roku przez księdza Stefana Damalewicza na potrzeby procesu kanonizacyjnego możemy przeczytać, że urodził się w Koźminie i pochodził z rodu Porajów, co oznacza, że był krewnym św. Wojciecha. W 1167 został arcybiskupem gnieźnieńskim i wsławił się ponoć wieloma znakomitymi czynami, po czym w 1172 złożył rezygnację na ręce papieża Aleksandra III, a resztę życia spędził w założonej przez siebie pustelni w Dobrowie, gdzie zmarł w 1182 w opinii świętości. Nie jest to jednak jedyna wersja historii jego życia... Według innej teorii to on koronował króla Bolesława Śmiałego, a w słynnym zatargu z biskupem Stanisławem ze Szczepanowa opowiedział się po stronie władcy. Prawdopodobnie po śmierci biskupa Stanisława i wygnaniu króla - arcybiskup aby ratować się przed niechybną śmiercią, musiał złożyć urząd i opuścić Gniezno… Udał się ponoć właśnie do pustelni, gdzie prowadził bardzo ascetyczny tryb życia.

Tadeusz Wojciechowski rezygnację Bogumiła z funkcji arcybiskupa połączył jednak ze wspomaganym, rzekomo przez Niemców (w osobie niemieckiego opata Henryka) i Czechów, spiskiem przeciwko Bolesławowi Szczodremu, w wyniku którego doszło do usunięcia go z tronu. W konsekwencji Polska pod rządami nowego władcy Władysława Hermana przeszła do obozu popierającego antypapieża, a Bogumił, zwolennik króla i prawowitego ojca świętego wtedy właśnie ustąpił z urzędu i resztę życia spędził w pustelni. Jego miejsce zajął zaś opat Henryk, dla którego była to nagroda za wsparcie spisku.

Władysław Semkowicz uważał jednak, że Bogumił… to nie był Bogumił! a arcybiskup Piotr, który takie właśnie imię przyjął wstępując do zakonu. Tym samym powstała hipoteza o identyczności bł. Bogumiła z arcybiskupem Piotrem z lat 1187–99;

Każda z wymienionych teorii posiada jednak wiele nieścisłości i w zderzeniu z faktami historycznymi zaczyna się chwiać w posadach, a potem sypać jak domek z kart… Nie zgadzają się daty, fakty i osoby... Kim zatem był Święty Bogumił? Arcybiskupem? Politykiem? Pustelnikiem? Czy istniał naprawdę?

Kimkolwiek jednak był, cokolwiek uczynił, lub czego nie uczynił sprawiło, że stał się obiektem kultu. Wierni modlili się za jego wstawiennictwem, o zdrowie dla zwierząt i szczęśliwe połowy ryb. A wśród przypisywanych mu cudów wymieniano m.in. wskrzeszenia zmarłych (zarówno ludzi, jak i zwierząt), ratowanie tonących i liczne uzdrowienia…. Może to i dobrze, że to właśnie on jest patronem uniejowskiego uzdrowiska…

Literatura:
Psoty Wodnika Paradnego...

Psoty Wodnika Paradnego...

Wiele lat temu, na ziemi poddębickiej, w pobliżu rzeki Ner rozciągały się wszechobecne moczary i bagna. Nikogo nie powinno więc dziwić, że tereny te, nie były zamieszkiwane wyłącznie przez ludzi… Choć obecnie trudno to sobie wyobrazić, zasiedliły się tam przedziwne stwory i zjawy, które skutecznie uprzykrzały życie okolicznym mieszkańcom.

Razu pewnego, pod mostem paradnym o drewnianej konstrukcji, osiedlił się stwór zwany Wodnikiem. Mieszkał on w rzece, wzdłuż której często spacerował, a gdy mgły dłużej się utrzymywały, wychodził z ukrycia poszukując swojej ofiary. Wystarczyła chwila nieuwagi, by potwór wciągnął do wody upatrzoną sierotę. A to człowiek młody, idący na spotkanie, czasem pijak śpiący przy drzewie, a nawet dziecko bawiące się przy pomoście pod czujnym okiem matki. Dręczył on mieszkańców Poddębic przez lata, a wraz z biegiem czasu liczba ofiar dramatycznie rosła...

Pomimo niebywałej przebiegłości, a także inteligencji wodnika czasami udawało się uratować ofiarę z jego szponów. Jednak za każdym razem wiązało się to z niebywałą irytacją stwora. Sfrustrowany chochlik siadał wtedy na moście paradnym i prześladował wszystkich, którzy znaleźli się w pobliżu. Pewnego razu grupa rolników wpadła do wody z całym wozem siana, gdyż na moście złamały się koła. Całe wydarzenie obserwował zadowolony z siebie wodnik, śmiejący się w niebogłosy. Innym razem topielec zaatakował rolnika przeprowadzającego zwierzęta. Ten się poślizgnął i wpadł do rzeki, a bydło które prowadził rozpierzchło się z przerażeniem po okolicy. Część rogacizny ugrzęzła nawet na mokradłach. W przerwach pomiędzy atakami, mityczny władca rzeki siedział w wodzie i z nudów puszczał bąbelki, a gdy padał deszcz wychodził na most i obserwował otoczenie skąpane w blasku księżyca. Chcąc przedostać się na drugą stronę brzegu, mieszkańcy - w akcie desperacji - zaczęli pobożnie się żegnać, a deski pomostu kropić święconą wodą. Sam chochlik bezsilnie bryzgał wtedy wodą, krzyczał i wił się diabelsko. Nikt jednak nie podszedł bliżej stwora, w obawie przed zakończeniem żywota.

Wtenczas znalazł się jeden odważny! Dzięki Piotrowi, gdyż tak miał na imię ów nieszczęśnik, wiemy jak chochlik wyglądał. Do dziś wspomina się paskudny wygląd utopca. Przypominał ludzką postać, o niewysokiej, chudej sylwetce i ogromnej głowie ze spiczastymi uszami. Na uwagę zasługiwały również nienaturalnie duże stopy oraz ręce z błonami pławnymi, które zwisały mu do kolan. Dzięki potarganym, postawionym do góry włosom wydawał się większy, niż był w rzeczywistości. Zabarwione na zielono oczy przypominały wodne zwierzę, a efekt ten potęgowało pomarszczone i odmoczone ciało. Niektórzy powiadają, że chochlik potrafi przybierać rozmaite postacie, najczęściej istot związanych z ciekami wodnymi. Jednak nikomu nie udało się tego udowodnić. Rozrywki chochlikowi dostarczali także miejscowi rybacy. Wodnik notorycznie płoszył im ryby, a na haczyk podkładał pozostałości osadzone na dnie rzeki. W ten sposób poławiacze odchodzili z niczym. Jednak ulubionym zajęciem chochlika było plątanie sieci. Potrafił nawet sprawić, by rybak sam się w nią omotał. Figle i psoty wodnika nie miały końca!

Pewnego razu miejscowi postanowili przechytrzyć panoszącego się utopca. W tym celu sprowadzono na pomost proboszcza z odległej plebanii (kto wie, może to nie był ksiądz, tylko sam Geralt z Rivii?). Jakby nie było - miał on raz na zawsze wygnać wodnika z jego domostwa. Ten jednak w porę się zorientował i postanowił czym prędzej czmychnąć. W obliczu zatrważającego huku piorunów, rzęsistego deszczu i ogłuszających grzmotów zstąpił do piekieł. Nikt jednak nie jest pewny czy wodnik nie zechce kiedyś powrócić…

Seria poddębickich legend jest zbiorem opowiadań zasłyszanych na terenie gminy od jej mieszkańców. Przekazywane przez pokolenia baśnie uwzględniają ówczesną topografię miasta, zabytki, a także postaci ze znanych rodów, które zamieszkiwały ziemie poddębickie, a także okoliczne wsie.

Literatura:
Pucek J., Tak mi zaśpiewał wiatr…, Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna, Poddębice, 1999 r.

Uniejowska Cerkiewka – czyli mauzoleum w sercu lasu

Uniejowska Cerkiewka – czyli mauzoleum w sercu lasu

Będąc w Uniejowie, można usłyszeć o grobowcu Aleksandra Tolla - właściciela zamku i dóbr uniejowskich. Dwukondygnacyjne mauzoleum zaprojektowane na planie krzyża greckiego, zostało wybudowane w 1885 roku. Sto lat później wpisano je do rejestru zabytków, a następnie odnowiono. Kopuła kaplicy została zwieńczona ośmiokątnym bębnem, a na wieżyczkach umieszczono prawosławne krzyże. Projekt cerkwi inspirowany był architekturą bizantyjską i ruską, co dodatkowo podkreśla jej pochodzenie. To z kolei wpływa na jej niepowtarzalność, gdyż w skali powiatu jest prawdziwym ewenementem. Jednocześnie grobowiec świadczy o zróżnicowaniu kulturowym i religijnym w Uniejowie, który był wspólnie zamieszkiwany przez ewangelików, katolików oraz Żydów. Sam obiekt podzielono na dwie części, z których górna pełniła funkcję sakralną, a dolna krypty grobowej. No właśnie, krypty grobowej! Oznacza to, że w grobowcu znajdowały się trupy! A za każdym trupem kryje się ciekawa historia… Czasami ciągnie się nawet kilka pokoleń wstecz.
Zastanawiający jest bowiem fakt, w jaki sposób Tollowie znaleźli się na terenie Uniejowa. Otóż, protoplastą tej części rodziny Tollów był Konrad Fryderyk (1745-1821). Sam ród wywodził się natomiast z Holandii. Jego jedyny potomek, Karol Wilhelm przyszedł na świat w 1777 roku. Jeszcze jako nastolatek rozpoczął on służbę wojskową, w czasie której zdobył wiele osiągnięć. Przygodę z armią rosyjską zakończył w stopniu generalskim w 1833 roku. Następnie pełnił wysokie funkcje w Imperium Rosyjskim. Był on bowiem głównym zarządcą dróg, a także sprawował kontrolę nad robotami publicznymi w całym Cesarstwie. W ramach wdzięczności za owe zasługi, Car Mikołaj I na mocy dekretu wydanego 14 grudnia 1836 roku ofiarował wiernemu oficerowi zamek i majorat obejmujący pięć folwarków (Kościelnica, Ubysław, Zieleń, Wielenin i Orzeszków). Karol Wilhelm wraz ze swoją żoną – Olgą von Strandman doczekali się czterech synów. To właśnie najstarszy z nich Aleksander związał swe losy z Uniejowem. Jak potwierdziła Adelajda Toll, prawnuczka Aleksandra, sam Karol Wilhelm von Toll nigdy nie pojawił się na ziemiach otrzymanych od Cara. W przeciwieństwie do jego żony. Powiadają nawet, że duch generałowej straszy w komnatach zamku…
I tak oto, umarli znajdujący się niegdyś w uniejowskiej krypcie doprowadzili, nas do pewnej ciekawostki… Okazało się, że do tego samego rodu przynależy wielki autorytet naukowy, Sergiusz Toll. Po ukończeniu studiów prawniczych i przyrodniczych w Rostowie przeprowadził się na Śląsk. Na co dzień zajmował się poszukiwaniem nowych gatunków motyli. Ponoć w swoim życiu odkrył ich aż 279! Wiele z nich fruwało nad Katowicami, Sosnowcem i Beskidami... Sam proces łapania motyli nie był prosty i różnił się w zależności od pory. Za dnia służyły do tego siatki, probówki oraz specjalne środki do usypiania. W nocy natomiast naukowiec ustawiał w odpowiednim miejscu lampę, a gdy blask światła przyciągnął motyle, ten łapał je w prześcieradła. Czasami zdarzało się, że musiał użyć drobnego podstępu… Umieszczał on bowiem samicę w klatce i czekał, aż zlecą się zalotnicy. Szacuje się, że cała kolekcja Sergiusza liczyła ponad 100 tys. okazów, jednak część z nich przepadła wraz z biegiem lat. W ciągu swojej kariery naukowej entomologa napisał aż 91 znanych na świecie publikacji odnoszących się do życia motyli i stał się znawcą rodziny Coleophoridrae (motyli podobnych do ciem), wśród których odkrył okazy żyworodne. Jeden z odkrytych przez siebie gatunków, na cześć swojej córki nazwał „Adelajda”.
Nigdy nie byłem zwolennikiem takich atrakcji. Przyznacie jednak, że nawet z grobowców można czasem wyciągnąć pewne ciekawostki. Pod warunkiem, że prześledzi się historię… trupów z krypty. Dla wyjaśnienia, w 1945 roku pozostałości trumien i zwłok Aleksandra, jego żony Anny z von Loeben Tollowej oraz pierwszej żony Sergiusza zostały przeniesione i zakopane po zachodniej stronie kaplicy.  

Literatura:
1. Oficjalny portal internetowy Uniejowa - www.uniejow.pl
2. Wywiad z córką Sergiusza Tolla - Aleksandrą 
http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/872421,rodzina-barwna-jak-motyle-sergiusz-toll-wiele-nowych-gatunkow-odkryl-na-slasku,id,t.html
3. https://pl.wikipedia.org/wiki/Karl_Wilhelm_von_Toll








W poszukiwaniu źródła młodości

W poszukiwaniu źródła młodości


Wizyta w Uniejowie sprowokowała pytanie o genezę funkcji uzdrowiskowej... Kiedy powstała taka forma lecznictwa? Trudno to jednoznacznie zdefiniować, bowiem nietypowe właściwości wód podziemnych pojawiające się na powierzchni w postaci źródeł zwracały uwagę człowieka już w czasach starożytnych, a być może i wcześniej. Jak wynika z badań prowadzonych przez historyków medycyny oraz archeologów „uzdrowiska” istniały już w starożytnym Egipcie, Grecji i Rzymie. Cieszyły się dobrą sława i skutecznością w leczeniu wielu dolegliwości. Podstawowym czynnikiem leczniczym były oczywiście wody, ale zwracano także uwagę na warunki klimatyczne, które jak zaobserwowano oddziaływały dobroczynnie na ludzki organizm. Najłatwiejszą do zaobserwowania cechą wód w owym okresie była oczywiście temperatura, co przyczyniło się do upowszechniania „term” – miejsc w których zalecano kąpiele w wodach o naturalnie podwyższonej temperaturze. Jak możemy przypuszczać z tych ciepłych źródeł miało także właściwości lecznicze, co zostało zaobserwowane i świadomie wykorzystywane przez ówczesną ludność. Mieszkańcom antycznego świata trudno jednak było wytłumaczyć sobie uzdrawiającą moc wody bez odwoływania się do boskich interwencji, dlatego naturalną konsekwencją było uznanie takich miejsc za święte i uczynienie z nich ośrodków kultu, do których przybywano nie tylko w celach leczniczych ale także pielgrzymkowych.
O uzdrowiskach egipskich wiadomo dziś niewiele, chociaż tamtejsza wiedza medyczna była wysoko rozwinięta. Z dobrym skutkiem przeprowadzano operacje (z trepanacją czaszki włącznie), stosowano naturalną aspirynę, istniały apteki, w których można było nabyć leki wyrabiane z naturalnych – przeważnie roślinnych – składników. Odwołując się jednak do tekstów Herodota z Halikarnasu, Flawiusza Arriana z Bittynii oraz Qvintusa Kurcjusza Rufa rolę uzdrowiska w starożytnym Egipcie pełniła oaza Siwah położona podobno pośrodku pustyni.. Wśród innych znanych światyń – uzdrowisk wymienić można także Tuna-el-Gebel (świątynia boga Thota), Hermopolis (miejscowość położona w pobliżu Amarny) oraz Bubastis (świątynię bogini Bastet). Wiadomo z pewnością, że Egipcjanie stosowali gorące kąpiele dla odprężenia systemu nerwowego i na dolegliwości reumatyczne, a warunki klimatyczne wykorzystywali do leczenia astmy.

Grecja była kolejnym państwem, w którym ogromnym szacunkiem darzono wiedzę, w tym także wiedzę medyczną i ze szczególnym upodobaniem traktowano ludzkie ciało. Zdrowie i tężyzna fizyczna były wartościami samymi w sobie. Interesujący jest jednak fakt, iż podobnie jak filozofie dalekiego wschodu, starożytni Grecy podchodzili do leczenia jak do procesu całościowego - holistycznego – leczono nie chorobę a człowieka, skupiano się na wyeliminowaniu przyczyn a nie tylko objawów…. Ponadto starano się dbać nie tylko o ciało, ale także o dusze i doznania estetyczne, wierząc że choroba jest zjawiskiem, które dotyka całego człowieka – a zatem w całości należy go leczyć. Czy nasi lekarze nie mogliby się zainspirować takim podejściem?
Epidauros - foto.: Steven Taylor za: http://dziedzictwounesco.blogspot.com/2015/07/stanowisko-archeologiczne-w-epidauros.html
Ale wracając do tematu. Do najbardziej znanych ośrodków leczniczych można zaliczyć Epidauros i Pergamon. Nosiły one miano „hospicjów” co było odpowiednikiem dzisiejszego szpitala ale również uzdrowiska. Epidauros, miasto w greckiej Argolidzie położone na Peloponezie, było znanym ośrodkiem boga-uzdrowiciela Asklepiosa. Przypuszczalnie proces diagnozowania choroby w Epidauros rozpoczynano od uśpienia chorego relaksacyjna muzyką. Następnie po postawieniu diagnozy pacjent poddawany był właściwemu leczeniu. Jak wspomniano wcześniej nie ograniczano się jedynie do leczenia chorego organu ale starano się zadbać o cały organizm. W tym celu pacjent musiał „zażywać” odpowiedniej ilości spacerów po terenie „hospicjum” w specjalnie ku temu wyznaczonych miejscach. Ponadto, chorzy u których nie stwierdzono przeciwwskazań mogli (a może musieli) uczestniczyć w zajęciach sportowych. Dbano także do doznania duchowe czego przejawem był przepiękny amfiteatr wbudowany w łagodne zbocze. Budowla ta ma niezwykle harmonijne proporcje i jest swoistym fenomenem akustycznym. Wypowiedziane szeptem słowo, szelest papieru, moneta rzucona na scenę w jej centralnym punkcie są dobrze słyszalne na całej widowni, bez względu na miejsce zajmowane przez widza. Według jednej z hipotez teatr zawdzięcza tę unikalną akustykę budowniczemu, który miał stworzyć potężny system rezonatorów, poprzez wbudowanie pod siedzeniami widowni ogromnej liczby pustych naczyń.
uzdrowisko na wyspie Kos - zdjęcie z: http://na-brzozowej-korze.blogspot.com/2015/06/uzdrowiska-w-starozytnej-grecji.html
W pobliżu centrum sanktuarium zlokalizowany był xenon (inaczej katagogion) czyli rodzaj zajazdu gościnnego dla ważnych osobistości. Zajazd miał ok. 160 pokoi rozmieszczonych na dwóch kondygnacjach i wyposażony był w ogrody z fontannami i dekoracyjnym systemem wodnym. W pobliżu znajdowały się łaźnie publiczne oraz wspaniały kompleks gimnazjonu (budowli przeznaczonych do ćwiczeń fizycznych) o powierzchni 5300 m2 z dziedzińcem i 200 pomieszczeniami o różnych funkcjach (np. sale w których odbywały się treningi, bankiety i zgromadzenia).

Przypuszczalnie najważniejszym miejscem w sanktuarium była świątynia Asklepiosa. Na północ od świątyni znajdowało się dormitorium, w którym pielgrzymi oczekiwali na uzdrowienie. Ważnym elementem procesu leczniczego była woda ze źródła, które uważano za lecznicze. W niektórych przekazach mówi się nawet, że woda z tego źródła odmładzała. Chyba wybiorę się na wycieczkę… lepiej to sprawdzić osobiście. Może to prawda? W końcu starożytni Grecy nie mogli się mylić…. Z całą pewnością wiadomo jednak, że woda sprzyjała lepszemu samopoczuciu i odzyskaniu sił witalnych. Można zatem przypuszczać, iż tego typu źródła lecznicze, przywracające zdrowie i witalność stały się archetypem starożytnych mitów o źródle „wiecznej młodości”.

W poszukiwaniach genezy myśli uzdrowiskowej nie sposób pominąć wyspę Kos, legendarne miejsce narodzin Eskulapa (zwanego wcześniej Asklepiosem), a będącego do dziś symbolem medycyny! Wyspa Kos była też miejscem pracy najsłynniejszego lekarza starożytności i jednocześnie twórcy podstaw etyki lekarskiej – Hipokratesa! To właśnie na tej wyspie działała jego słynna szkoła lekarska

Sanktuarium położone było na czterech sztucznych tarasach wykutych w zboczu wzgórza, podpieranych murami z kamiennych ciosów i połączonych monumentalnymi schodami z marmuru. Schody prowadziły aż do świątyni otoczonej portykami i fontannami, które tworzyły klimat sprzyjający poprawie kondycji fizycznej i psychicznej. W skład kompleksu wchodził zespół termalny oraz centrum religijne, a także szpital i szkoła medyczna. Niestety całe uzdrowisko wraz z miastem uległo zniszczeniu w wyniku trzęsienia ziemi, które nawiedziło ten region w 550 r. p.n.e.

Ogromne zasługi w rozwoju uzdrowisk – a w szczególności kąpielisk leczniczych i rekreacyjnych mają Rzymianie. Z upodobaniem dbali oni o swoje zdrowie dlatego chętnie odwiedzali termy nie tylko w celach leczniczych ale także a może przede wszystkim profilaktycznych! Rzymianie w szczególności upodobali sobie lecznictwo rozwijane w oparciu o źródła wód leczniczych jak i zwykłych, dlatego to właśnie rzymskie termy stały się pierwowzorem późniejszych zdrojowisk. Rzymscy lekarze uznali termy i łaźnie za nową metodę leczenia. W łaźniach stosowano kąpiele zimne i gorące (co podnosiło odporność organizmu) a także czynne i bierne ćwiczenia fizyczne, których zadaniem była poprawa ogólnej sprawności organizmu i utrzymania go dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Niezwykle popularne były kąpiele w gorących wodach (zwłaszcza na terenach kolonii rzymskich dysponujących tym dobrem natury, ale dokuczających rzymianom ostrym, chłodnym lub mokrym klimatem – np. Bath). W termach i łaźniach położonych w bliskim sąsiedztwie wybrzeża wykorzystywano do kąpieli także wodę morską – doceniając jej szczególne właściwości.
rekonstrukcja term Karakalli za: http://www.historiasztuki.com.pl/kodowane/001-03-05-STAR_RZYM_TERMY.html
To właśnie Rzymianie zapoczątkowali i rozwinęli balneoterapię, połączoną z masażem substancjami leczniczymi. Pierwsze termy powstały w roku 33 p.n.e. i były to tzw. termy Agryppy. Wiele cech charakterystycznych dla rozplanowania wspaniałych term cesarskich zostało ustalonych na początku cesarstwa w termach Tytusa. Do najbardziej imponujących term należały jednak termy Dioklecjana i termy Karakalli (warto poczytać tutaj).

Termy Karakalli miały rozmiar małego miasta i zajmowały teren ok. 20 hektarów (mogły pomieścić 1600 kąpiących). Był to ogromny kompleks kąpielowy o wymiarach 218 X112 z wysuniętym poza jego obrys okrągłym caldarium (pomieszczenie z basenem z gorącą wodą lub powietrzem) o średnicy równej trzem czwartym Panteonu. Całość położona była pośród ogrodów, otoczona bibliotekami, czytelniami, galeriami sztuki i terenami sportowymi. Urządzenia termalne również miały niespotykaną skalę (m.in. basen o wymiarach olimpijskich i frigidarium – czyli basen z zimną wodą - o długości 59,0m).

Ściany i podłogi wyłożone były marmurem pochodzącym z całego cesarstwa. Wnętrze oświetlały ogromne, przeszklone okna. W niszach i na sklepieniach znajdowały się szklane mozaiki odbijające wszechobecną wodę. Dodatkowo wnętrze ozdobione było ogromnymi rzeźbami przedstawiającymi m. In. Eskulapa. Standardowa „procedura” korzystania z term prowadziła najpierw do szatni, następnie całe ciało nacierane było oliwą i obsypywane drobno przesianym piaskiem. Po tym zabiegu rozpoczynano ćwiczenia fizyczne na dziedzińcu (gymnose). Po ćwiczeniach zbierano piasek małą łopatką i przechodzono do letniej kąpieli (tepidarium). W dalszej kolejności udawano się do pomieszczenia z gorącym powietrzem (caldarium), korzystano też z kąpieli parowej (laconum) – gdzie posługiwano się mydłem sprowadzonym do Rzymu z Galii przez Juliusza Cezara.

Ostatnim elementem był skok do zimnej wody (frigidarium). Po zakończonej kąpieli, w Sali masażu niewolnicy nacierali każdego perfumowaną oliwą. Po tych zabiegach udawano się do ogrodu, gdzie odpoczywano, grano w szachy, korzystano z biblioteki oraz ówczesnych „restauracji”. Istny raj…
Rzymskie termy cieszyły się ogromną popularnością, co przyczyniło się do powstawania podobnych założeń na terenie całego cesarstwa w tym m.in. w Leptis Magna, Timgadzie (w północnej Afryce), w Trewirze (w Niemczech), w Bath (w Anglii) czy Budzie (dziś węgierski Budapeszt).

BIBLIOGRAFIA: 

  1. Ballenstedt J., Architektura. Historia i teoria, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa – Poznań 2000, str. 145-146;
  2. Pevsner N., Historia Architektury Europejskiej, Arkady, Warszawa 1979, str. 13 
  3. Scarre Ch., 70 cudów starożytnej architektury. Tajemnice wielkich konstrukcji, Wydawnictwo DEBIT sp. j, 1999, str. 177-181 
  4. Durando F., Przewodnik po zabytkach starożytności – Grecja, Arkady, 2006, str. 142-147, str. 190 – 193 
  5. Ching F., Jarzombek M., Prakash V., A Global History of Architecture, Wydawnictwo John Wiley &sons, 2007

SŁOWNICZEK:

  • szatnie (apodyterium)
  • baseny z zimną wodą (frigidarium)
  • baseny z ciepłą wodą (tepidarium)
  • baseny z gorącą wodą (caldarium)
  • łaźnie parowe (laconicum)
  • sale masażu (oleoterion), w których namaszczano ciała olejkami
  • sala do wypoczynku (tepidarium)
Biuletyn Uniejowski - udany mariaż praktyki i nauki

Biuletyn Uniejowski - udany mariaż praktyki i nauki



Biuletyn Uniejowski to interdyscyplinarny periodyk naukowy wydawany przez Uniwersytet Łódzki przy współpracy Urzędu Miasta Uniejowa. Jest to wyjątkowo udany mariaż nauki z doświadczeniami praktycznymi. Uniejów, jako miejsce pod wieloma względami niezwykłe, na skutek aktywizacji turystycznej, stał się interesującym poligonem doświadczeń dla praktyków oraz polem badań  i analiz dla naukowców różnych dziedzin.

Wbrew pozorom nie jest to wydawnictwo skierowane jedynie do naukowców! Śmiało można powiedzieć, że choć środowisko akademickie wydaje się głównym i naturalnym odbiorcą, to jednak wiele interesujących informacji znajdą tu zarówno mieszkańcy regionu jak i turyści!

 

Tematyka

Rocznik ma charakter interdyscyplinarny, ale jego tematyka koncentruje się na regionie uniejowskim, rozumianym nie tylko jako współczesne miasto i gmina, ale także z uwzględnieniem historycznego wpływu i oddziaływania Uniejowa. Zakres tematyczny publikowanych artykułów obejmuje problematykę środowiska przyrodniczego i antropogenicznego, zagadnienia rozwoju społeczno-ekonomicznego oraz szeroko rozumiane dziedzictwo kulturowe.

 

Numer ISSN

Rocznik wydawany jest w nakładzie 300 egzemplarzy, jednak wszystkie artykuły dostępne są w formie cyfrowej na stronie internetowej biuletynu (każdy artykuł do pobrania w formie pdf) - ISSN 2299-840; e-ISSN 2449-8319

 

Indeksacja w bazach

Biuletyn  jest także indeksowany w bazach: Central and Eastern European Online Library (CEEOL), CEON Biblioteka Nauki, BazHum, EBSCO, Index Copernicus International, The Central European Journal of Social Sciences and Humanities (CEJSH).

 

Punktacja

BU znajduje się w części B Wykazu czasopism naukowych prowadzonym przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Zgodnie z najnowszym ujednoliconym wykazem czasopism 2013-2016 posiada 4 punkty.  

Tryb recenzji

Wszystkie artykuły nadsyłane do Biuletynu Uniejowskiego poddawane są recenzji w trybie ‘double-blind review

Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zaprosić wszystkich pasjonatów regionu do lektury:
tutaj: http://biuletynuniejowski.geo.uni.lodz.pl/

Termalna Bistro&Cafe

Termalna Bistro&Cafe


Termalna bistro&cafe ulokowane jest w bliskim sąsiedztwie głównego kompleksu basenów termalnych w Uniejowie. Nieopodal płynie też rzeka Warta, widoczna z tarasu bistra. Jest to istotny element, który szczególnie w okresie wiosenno-letnim potrafi uatrakcyjnić nawet najkrótszą wizytę. Termalna stanowi połączenie charakterystycznych cech zarówno restauracji jak i kawiarni. W efekcie otrzymujemy nowoczesne wnętrze, szybko realizowane zamówienia, zróżnicowane menu, niebagatelne desery i, co najważniejsze, aromatyczną kawę.

Dzień był pogodny, a atmosfera sprzyjała zwiedzaniu i wprowadzała w stan prawdziwego odprężenia. To pewnie dlatego, że nie musieliśmy stać w kolejce na basen… Kolejka była ogromna i wtedy nie byłoby tak przyjemnie! Niemniej jednak, pomimo dość dużej ilości turystów udało się nam zająć stolik na tarasie. Co prawda mieliśmy pewien problem z dymem papierosowym pochodzącym z sąsiedniego stolika, ale widok z tarasu nam to zrekompensował. Goście, którzy preferują pozostanie w chłodnym wnętrzu, również znajdą coś dla siebie – sale są klimatyzowane.

Biorąc pod uwagę godzinę dwunastą i brak wystarczającej ilości kofeiny w organizmach, zdecydowaliśmy się na zamówienie deseru. W tym miejscu na pewno trzeba zwrócić uwagę na menu lokalu. Od czasu ostatniej wizyty (kilka miesięcy temu) zostało ono uproszczone – to niewątpliwa zaleta. Wspólnie jednak spostrzegliśmy, że problemem jest biały, zdobiony papier, który nie został należycie zabezpieczony przed powstawaniem plam. Przy takiej ilości gości obie strony menu szybko zostaną zniszczone, co zakończy się najprawdopodobniej dodrukiem kolejnych kart, a nawet ich całkowitą wymianą.

Cappuccino i szarlotka na ciepło z lodami. Razy dwa, proszę! – właśnie tak brzmiało nasze zamówienie. Sprawna obsługa i szybka realizacja, którymi szczyci się Termalna faktycznie znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nie minął kwadrans, a naszym oczom ukazały się filiżanki z kawą i apetycznie wyglądające szarlotki. Z pewnością oryginalnym pomysłem było stworzenie deseru w kształcie babeczek. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z taką formą podania i zdecydowanie mnie ona zachwyciła. Nie dość, że pozytywnie wpłynęła na efekt wizualny, to jeszcze zabezpieczyła masę jabłkowo-cynamonową, znajdującą się wewnątrz ciasta, przed nadmierną utratą temperatury. Lody waniliowe, choć nie najlepsze z tych jakie jadłem, wyśmienicie współgrały z szarlotką i dopełniały jej smak. Słodycz szarlotki i lodów neutralizowała za to bita śmietana, która była bez dodatku cukru. Wobec tego, pomimo dosyć pokaźnych rozmiarów deseru, można było uniknąć efektu przesłodzenia. W kwestii cappuccino na pochwałę zasługuje jego smak. Silny aromat kawy, a także brak dominujących nut gorzkich oraz kwaśnych pozytywnie wpłynęły na wrażenie końcowe. Nie odpowiadała mi natomiast gruba warstwa piany z mleka nad kawą. Po prostu, zabrakło charakterystycznej dla cappuccino, kremowej konsystencji dobrze spienionego mleka. Trzeba jednak pamiętać, że to subiektywna opinia, a upodobania mogą się skrajnie różnić.

Tym razem ze względu na porę dnia potraktowaliśmy Termalną jako kawiarnię. Z pewnością tam jednak wrócimy, aby opisać inne aspekty tego miejsca. Istotny wpływ na nasze wrażenia miała słoneczna, bezwietrzna pogoda. Widok na rzekę i otaczającą zieleń, smaczny deser oraz cappuccino sprawiły, że zapomnieliśmy o problemach i wypoczęliśmy przed dalszą wyprawą.

Właśnie! Prawie zapomniałem… Zastawa i sztućce były czyste, choć odrobinę zniszczone. Nie wywoływało to jednak negatywnych wrażeń. Natomiast osoby pracujące w restauracji były uśmiechnięte i dobrze radziły sobie ze swoimi obowiązkami. Do zobaczenia następnym razem!


Copyright © 2014 Pocztówki z Centrum , Blogger