Gusin i Marii Konopnickiej życiorys mniej znany...

Gusin i Marii Konopnickiej życiorys mniej znany...

Relikt dworu w Gusinie... melancholijne i nostalgiczne miejsce pełne tajemnic
„Z jaskółką czarną rzucam gniazdo moje,
Wioskę zieloną,
Przede mną lecą jakieś niepokoje,
Chmurką spłoszoną,
Słońce mi drogę daje złotą smugę,
Gdzie ścieżka płowa,
A łąką za mną śle błękitną smugę,
Szepcąc: Bądź zdrowa!”

Maria Konopnicka urodziła się 23 maja 1842 roku w Suwałkach. W wieku 7 lat przeniosła się z rodzicami do Kalisza, we wrześniu 1862 roku  poślubia 32-letniego Jarosława Konopnickiego (herbu Jastrzębiec)  i 10 września 1862 roku zamieszkała w jego rodzinnym majątku w -Bronowie- koło Uniejowa.

Gusin i wybory życiowe

W początkowym okresie miłość małżeńska kwitła. Młoda mężatka czule nazywała swego męża "wąsatym aniołem"  i rok po roku przygotowywała się do narodzin kolejnego świadectwa tego gorącego pożądania. Rodzina się powiększała... ale wraz z nią... kłopoty. 
Jarosław Konopnicki nie miał ręki do interesów. Gospodarował niefrasobliwie i bez rozwagi, brakowało mu również szczęścia i rozsądku.  Sama Konopnicka pisała: „Sfera życia była huczna, szlachecka w znaczeniu niedbania o jutro, a tłem życia były zjazdy, polowania, jarmarki, sądy polubowne…”. Była to rzeczywistość zgoła odmienna od tej, którą znała z domu swego ojca. Rzeczywistość, która z czasem zaczęła jej ciążyć i przytłaczać, tym bardziej, że mąż stawał się coraz bardziej despotyczny i nie akceptował także jej literackich zainteresowań...

Problemy się nawarstwiały, długi rosły... aż 1873 roku Bronów został zlicytowany.  Jarosław i Maria Konopniccy musieli opuścić rodzinny majątek i zaczynać wszystko od nowa... Cierpliwość Marii zaczęła dobiegać końca...
Za pieniądze, które zostały po spłacie długów  udało im się wydzierżawić niewielki 40 - hektarowy folwark w Gusinie, który stanowił wówczas część dóbr donacyjnych Ambrożew hr. Sołłohuba. Domek , w którym zamieszkali był maleńki i jakby zagubiony w ubogiej piaszczystej dolinie.... 

Do dziś jest w  tym miejscu coś magicznego, trudnego do wytłumaczeni, chociaż niewiele zostało z dawnego folwarku. Dom, pozbawiony jakiejkolwiek wartości architektonicznej jest w całkowitej ruinie. O obecności Konopnickiej przypomina jedynie pamiątkowy kamień ustawiony przy drodze prowadzącej na teren dawnego majątku. A jednak wchodząc na polanę, z której roztacza się widok na relikt parku można doświadczyć dziwnego uczucia. Cisza i spokój, wszechobecne w tym miejscu, są niemal przejmujące, nierealne. Ruiny domu są nie tyle smutne, co milczące i skłaniające do refleksji... To tutaj, w tych murach, poetka dojrzewała wewnętrznie... to tutaj doświadczyła braku wzajemnego, zrozumienia... to tu skończyło się wielkie młodzieńcze uczucie, które połączyło ją z mężem... to w tych murach coś w niej pękło, coś przelało czarę goryczy, coś rozpaliło potrzebę zmiany, coś dodało jej odwagi by rzucić wszystko, przekreślić dotychczasowe życie, zaryzykować całą przyszłość...
Czy to poczucie beznadziei? Przemoc ze strony sfrustrowanego męża i brak wiary, że u jego boku  czeka ją jeszcze coś dobrego? Czy to budzące się ambicje i zrozumienie dla własnego talentu? To przecież mieszkając w Gusinie opublikowała swoje pierwsze utwory... Czy wreszcie był to wrodzony artystom i wolnomyślicielom bunt przeciw monotonii i miałkości codziennej egzystencji?
Patrząc w ciemne, pozbawione szyb okna zastanawiam się, jaka siła była w stanie wyrwać ją z tego miejsca, jakie potrzeby zrodziły się w tej młodej kobiecie, by rzucić wszystko i wyruszyć wraz z dziećmi do Warszawy...

Dworek w Gusinie... jaka szkoda, że już niedługo nie pozostanie po nim nawet ślad...
W 1877 roku Maria Konopnicka podjęła ostateczną decyzję. Opuściła dom, męża, porzuciła wszystko co znała i jak się do tej pory wydawało - kochała. Napędzająca ją siła musiała być potężna, bo w jej imię zaryzykowała wszystko... i wiedziała, że już tu nie wróci...
Początkowo zdała się na utrzymanie ojca, u którego znalazła zrozumienie. Szybko jednak zaczęła zarabiać samodzielnie: dawał korepetycje, zajmowała się tłumaczeniami. Po śmierci opiekuna zmagała się z ubóstwem. Nie zaprzestała jednak prób literackich, choć wejście na rynek pisarski okazało się trudne. Zmianę nastawienia wydawców spowodowała dopiero przychylna recenzja Henryka Sienkiewicza. Nastąpił przełom i o jej artykuły zaczęto się ubiegać. Zyskiwała coraz większe uznanie czytelników. Pozycję pozwoliło jej ugruntować poparcie udzielone przez Józefa Kraszewskiego, cieszącego się wówczas ogromnym autorytetem.
Wraz ze wzrostem popularności przybywało jej jednak wrogów, a głoszone przez nią treści nie były powszechnie akceptowane. Pisano nawet: ..."w tygodniku "Świt" (którego Konopnicka była przez pewien czas redaktorem) uprawia się postępowy, czyli pogański liberalizm, z domieszką żydowszczyzny..."   
W efekcie, cenzura zaczęła ciąć jej utwory w sposób niemiłosierny, zawieszano druk, nakładano areszt milczenia. Zaangażowanie w walkę z wywłaszczeniem rolników wielkopolskich i akcję przeciw germanizacji prowadzonej w szkołach we Wrześni nie przysporzyło jej sympatii w Berlinie, i także nie ułatwiło publikacji dzieł. Całości dopełniła napisana w 1908 roku "Rota".
Konopnicka stała się symbolem patriotyzmu. Za życia nazywana była  "wieszczką ludu" i "poetką proletariatu". Niewątpliwie była kobietą niezwykłą, obdarzoną wybitnym talentem i gorącym, wrażliwym sercem...

Inne oblicze Marii

Jednak życiorys Konopnickiej ma także inne, mniej znane i bardziej kontrowersyjne oblicze. Po opuszczeniu męża, (co w tamtych czasach było wydarzeniem bez precedensu) i przeprowadzce do Warszawy, Maria próbowała na nowo odnaleźć siebie... Była przy tym ponoć bardzo "kochliwa". Rzuciła się w wir romansów, przy czym lubiła spotykać się zwłaszcza z młodszymi od siebie mężczyznami. Pierwszy znany partner z czasów warszawskich, uznany już wówczas czeski pisarz Jaroslav Vrchlicky był od niej młodszy o 9 lat... i na tle późniejszych "zdobyczy" poetki wypadał raczej blado... był bowiem jednym z najstarszych. Z Janem Gadomskim dzieliła Konopnicką różnica 17 lat a z Maksymilianem Gumplowiczem aż 22, co nie przeszło bez echa i odbiło się wielkim skandalem (Konopnicka miała wówczas 55 lat).  Był to zresztą najbardziej tragiczny z romansów poetki. 28 listopada 1897 roku, gdy Maria odmówiła mu spotkania, młody, zakochany mężczyzna zastrzelił się na placu przed jej hotelem. O dziwo, w zachowanych listach i pismach poetki nie odnaleziono żadnej wzmianki na temat tej dramatycznej śmierci.

Najbardziej tajemnicza w życiu Marii Konopnickiej wydaje się jednak postać Marii Dulębianki, młodej malarki, która do dziś wzbudza wiele pytań i kontrowersji. Dulębianka była aktywistką pierwszej fali feminizmu. W 1885 roku rozpoczęła walkę o dopuszczenie kobiet do studiowania w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, a w 1897 roku związała się ze środowiskami emancypacyjnymi we Lwowie. Przypuszczalnie nie interesowali jej także mężczyźni...

Maria Dulębianka za: https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/c/ca/Maria_Dul%C4%99bianka_%28SF%29.jpg/800px-Maria_Dul%C4%99bianka_%28SF%29.jpg
Sama nosiła za to męski stroje, charakterystyczne monokle, surduty, polowała, jeździła konno, strzygła się na krótko... i jak twierdzą niektórzy - przez dwadzieścia lat była życiową partnerką Marii Konopnickiej.

Kobiety poznały się w 1889 roku i w zasadzie od tej pory były już nierozłączne... Razem mieszkały, razem podróżowały.. w listach Konopnicka nazywała Dulębiankę męskim imieniem "Pietrek" i zawsze pisała o nich "my"... jakby stanowiły jedność i wspólnotę...

Do dziś trwają zażarte dyskusje, czy ich związek miał charakter erotyczny, czy też był jedynie głęboką przyjaźnią i porozumieniem dusz... Warto jednak podkreślić, że Maria Dulębianka poświęciła dla Konopnickiej swoją karierę malarską... i niewątpliwie miała związki ze środowiskami, które dziś nazwalibyśmy "LGBT". Stała się częścią życia Konopnickiej, a nawet częścią jej rodziny... Jakkolwiek definiowalibyśmy związki międzyludzkie, ich relacja była głęboka i przetrwała do końca życia poetki...

Nie da się także ukryć, że poetka skrywała tajemnice. Wiele swoich listów kończyła prośbą "zniszcz ten list", co w wielu przypadkach zapewne się stało. Znacząca ilość materiałów źródłowych, które mogłyby wyjaśnić charakter relacji pomiędzy nią a Dulębianką, została także zniszczonych po wojnie... przez córkę Konopnickiej.

Nie bez znaczenia wydaje się również fakt, że Konopnicka doświadczała nieprzyjemności z powodu związku z Dulębianką już za życia... Znana jest sytuacja, gdy opuściła jedno ze spotkań, po niewybrednych komentarzach i żartach, które krążyły ponoć w kuluarach... Niektórzy uważają także, że zagraniczne wojaże poetki podyktowane były właśnie związkiem z partnerką. Za granicą łatwiej było o anonimowość... Polska była dla Konopnickiej z jakiegoś powodu zbyt ciasna, zbyt zaściankowa, zbyt hermetyczna... Sama pisała: "Ciasnota zaś owa kładzie na wszystko co wegetuje w Warszawie, cechę swoją (...) Wszystko tam swoje, ale (z małymi wyjątkami) przyciasne".
Czy myślała tylko o sprawach politycznych i społecznych? Czy może była w tej wypowiedzi także myśl o braku tolerancji dla jej związku z Dulębianką... chyba już się nie dowiemy....

Maria Konopnicka zmarła w 1910 roku. Jej pogrzeb, organizowany przez życiową przyjaciółkę stał się wydarzeniem o znaczeniu krajowym. Odbył się jednak bez udziału duchowieństwa, oburzonego na poglądy i areligijność poetki.

Maria Dulębianka, choć dużo młodsza od Konopnickiej, zmarła 9 lat po niej... Pierwotnie pochowano je we wspólnej mogile, jednak w 1927 roku jej szczątki przeniesiono  na Cmentarz Obrońców Lwowa... podobno stało się to pod wpływem nieustającej krytyki duchowieństwa, które uznało, że wspólna mogiła tych dwóch kobiet może być gorsząca.... 


Wnętrze zrujnowanego budynku - stan na 2017

Rozpadające się ściany budynku (2017)

Zarwany strop (2017)

Przepiękne drzewa pamiętające jeszcze czasy Konopnickiej

Relikty dworu w Gusinie (2017)


Dwór w Gusinie - zwycięstwo natury nad cegłą...


Magiczne otoczenie dworku w Gusinie

Pamiątkowy kamień poświęcony Marii Konopnickiej przy drodze prowadzącej do folwarku

Informacje dotyczące dworu:
Wybudowany  ok. 1840 r. Położony jest ok. 350 m od zabudowy wsi, w otoczeniu niewielkiej resztówki parkowej i lasu sosnowego. Stoi na planie prostokąta o wymiarach 16 x 10 m, z ryzalitem (wysuniętą z lica elewacji częścią budowli) po stronie południowej i prostokątną przybudówką od zachodu. Wnętrze dworu jest w typowym układzie dwutraktowym. Brak tu wartościowego wyposażenia i detalu architektonicznego. Obiekt uległ już znacznemu zniszczeniu.

Źródła:
Minął miesiąc Nr 11(15)2008 – Biuletyn Samorządowy Starostwa Powiatowego w Poddębicach
Bohdan Olszewski, Od Piątku do Soboty, Wędrówki po ziemi łódzkiej, Wydawnictwo 86 Press, Łódź, 1995
Magdalena Olejnik, fragment pracy "Dwory wraz z parkami na terenie gminy Świnice Warckie", Płock 2002
Monika Warneńska, Śladami Konopnickiej, 1969 
http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/maria-konopnicka-lesbijka-i-zla-matka/sdx0y 
http://ksiazki.onet.pl/zycie-seksualne-marii-konopnickiej/03nphv 
  
Pocztówki na Wakacjach - czyli planowanie podróży zagranicznej - część 1

Pocztówki na Wakacjach - czyli planowanie podróży zagranicznej - część 1

 
Polecamy także:https://fadoauto.pl/jak-przygotowac-sie-do-podrozy-samochodem/ przeczytaj tutaj

Zbliża się sezon urlopowy... Słońce coraz chętniej wygląda zza chmur a na horyzoncie majaczy wizja upalnych, letnich dni i błogiego relaksu. Zaczyna się radosny czas oczekiwania na urlop, który może stać się okazją do podróży bliższych i dalszych.  W związku z powyższym postanowiliśmy przygotować serię wpisów poświęconych praktycznym poradom, które mają na celu ułatwić planowanie, a także realizowanie poszczególnych etapów podróży. Mamy nadzieję, że nasz "mini" poradnik pomoże lepiej przygotować się do wyjazdu. Z założenia, zawarte w poście informacje skierowane są  do osób, które po raz pierwszy zdecydują się na wyjazd zagraniczny. Mamy jednak nadzieję, że również bardziej doświadczeni podróżnicy znajdą tu coś dla siebie. 
Liczymy także na Państwa podpowiedzi! Podzielcie się swoimi doświadczeniami! Na co jeszcze warto zwrócić uwagę podczas planowania zagranicznej podróży?


Każda wyprawa niesie ze sobą ryzyko wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń. Dlatego planując podróż za granicę trzeba być szczególnie ostrożnym i zawczasu przygotować się na ich skutki. Warto zatem dokładnie sprawdzić swój dowód osobisty lub paszport (upewnijmy się, który dokument jest potrzebny). Dokumenty powinny być w dobrym stanie. Ponadto należy zwrócić uwagę na datę ważności, ponieważ nie może się ona skończyć w trakcie pobytu za granicą. Grozi to poważnymi konsekwencjami, takimi jak doprowadzenie do najbliższej jednostki policji, mandat, czy nawet deportacja. W niektórych krajach dowód musi mieć przynajmniej kilka miesięcy "zapasu" swojej ważności, dlatego warto to sprawdzić przed wyjazdem.  

Jeśli już jesteśmy przy dokumentach, kolejnym ważnym krokiem jest wykupienie prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Jest ono niezwykle ważne, ze względu na zapewnienie bezpłatnego świadczenia lekarskiego w przypadku wszelkich chorób i wypadków za granicą. Warunki i koszty umowy mogą się różnić w zależności od rodzaju schorzeń na które cierpimy, długości pobytu, sportów niebezpiecznych i wielu innych zmiennych, jednak trzeba pamiętać, że Towarzystwa Ubezpieczeniowe pokrywają koszty leczenia wyłącznie do pewnej kwoty, z góry ustalonej w umowie. Nasza rada - dokładnie dopytujcie, co zawiera ubezpieczenie, które wykupujecie. Kiedy rzeczywiście będziecie mogli z niego skorzystać, a w jakich sytuacjach ubezpieczyciel odmówi wypłaty świadczenia! Dopilnujcie tego zwłaszcza, jeśli cierpicie na jakieś przewlekłe schorzenia! 
Najtańsze ubezpieczenia pokrywają koszty doraźnej pomocy oraz mniej inwazyjnych zabiegów, ale mogą nie wystarczyć w bardziej skomplikowanych przypadkach. Czasami w ramach wycieczek organizowanych przez biura podróży ubezpieczenie zdrowotne wliczone jest do ceny końcowej. Należy to jednak sprawdzić.

W przypadku wyjazdu do państwa członkowskiego Unii Europejskiej masz prawo do Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ).  Wystarczy odebrać ją w lokalnym oddziale NFZ, lub złożyć wniosek elektroniczny z prośbą o wysłanie karty na adres zamieszkania. Posiadacz karty ma zapewnioną opiekę medyczną zgodnie z zasadami obowiązującymi w kraju, na terenie którego będzie spędzać wakacje. Dlatego warto przeanalizować różnice dostępnych świadczeń w zależności od poszczególnych krajów. W celu uzyskania dodatkowych informacji należy udać się na oficjalną witrynę NFZ: https://www.ekuz.nfz.gov.pl/wypoczynek/informacje-ogolne AKTYWNY LINK, natomiast poradnik jak wyrobić taką kartę znaleźć można pod tym linkiem: http://www.nfz.gov.pl/dla-pacjenta/zalatw-sprawe-krok-po-kroku/jak-wyrobic-karte-ekuz/ AKTYWNY LINK
Pałac Piorunów Spa... a miało być tak pięknie....

Pałac Piorunów Spa... a miało być tak pięknie....

Wyprawa do Piorunowa była spontaniczna. Sobotnie przedpołudnie i pierwsze wiosenne promienie słońca obudziły w nas na nowo chęć zwiedzania i odkrywania. Dlatego tuż po śniadaniu spakowaliśmy aparat i ruszyliśmy w trasę. Wybór miejsca podyktowany był... ciekawością :). Pałac Piorunów stał się bowiem w ostatnim czasie obiektem stosunkowo rozpoznawalnym i komentowanym. Zaniedbany niegdyś dwór został kilka lat temu adaptowany na ośrodek spa. Słyszeliśmy, że jest to miejsce przyjazne, zadbane i interesujące nie tylko pod względem architektonicznym, ale także z uwagi na ciekawą historię i związki z literaturą piękną...

Piorunów, to mała miejscowość ukryta wśród łąk i pól, położona w województwie łódzkim, w powiecie łaskim w gminie Wodziarady. Przed II wojną światową majątek należał do rodziny Niemyskich, którzy nabyli tutejsze ziemie na początku XX wieku, po śmierci poprzedniego właściciela Leona Dorszyńskiego (jego szczątki spoczywają w pobliskim Małyniu).

Leon Niemyski był człowiekiem biznesu o zacięciu politycznym i społecznym. Nie tylko prowadził rozległe interesy na warszawskim Powiślu (był fabrykantem białoskórnikiem) ale został także wydawcą i współredaktorem pisma "Ogniwo", które powstało na fali krytyki tzw. "prasy postępowej". Autorzy i redaktorzy skupieni wokół "Ogniwa" dążyli do stworzenia pisma, które zastąpiłoby chylące się ku upadkowi (ich zdaniem) zasłużone tygodniki  i  stało się organem opinii radykalnych kół społeczeństwa (S. Stempowski) - (więcej na temat pisma "Ogniwo" TUTAJ). 

Z zachowanych materiałów wynika, że powstanie "Ogniwa" w dużej mierze było możliwe właśnie dzięki Niemyskiemu, który we wspomnieniach Stempowskiego i Posnera jawi się jako człowiek pełen energii i inicjatywy, mocno zaangażowany w sprawę oraz wydawnictwo.

Pisząc o Piorunowie i Niemyskim warto jednak  kilka słów poświęcić również Stanisławowi Stempowskiemu - polskiemu działaczowi społecznemu, którego pod koniec 1921 roku przyjęto do loży masońskiej (loża "Kopernik"). Co więcej, w 1923 został on wielkim sekretarzem Wielkiej Loży Narodowej Polski, a w latach 1926 - 1928 pełnił nawet funkcję wielkiego mistrza. Bardzo mocno zaangażował się także w politykę, choć nie polską. W roku 1920 został ministrem rolnictwa, a potem ministrem zdrowia Ukraińskiej Republiki Ludowej.

Prywatnie Stanisław Stempowski przez wiele lat związany był z Marią Dąbrowską. Bliskie relacje Stempowskiego z rodziną Niemoyskich sprawiły, że pisarka często gościła w Piorunowie, który należał wówczas do Lucjana Niemyskiego (syna Leona) oraz jego żony Barbary. Jak wynika z dzienników Dąbrowskiej, pierwszy raz przyjechała tu 14 kwietnia 1927 r., a rok później wraz ze Stempowskim spędziła tu nawet Święta Bożego Narodzenia (od 21 do 27 grudnia).  Ponownie pisarka odwiedziła Piorunów w 1933 roku, podczas prac nad IV tomem powieści "Noce i Dnie". Przypuszczalnie, bohaterowie książki: Barbara Niechcicowa oraz Lucjan Kociełł - otrzymali imiona "zapożyczone" od właścicieli majątku w Piorunowie. Czy Dąbrowska wzorowała się również na ich cechach osobowościowych, tego niestety nie wiemy.  Warto jednak podkreślić, że w Piorunowie powstało aż 7 rozdziałów powieści, a tutejsze stawy, porośnięte grzybieniami północnymi, stały się inspiracją dla jednej z najpiękniejszych scen "romantycznych" polskiej literatury...
Piorónów był swoistym "laboratorium" pisarki. Obserwowała tutaj życie codzienne folwarku, a następnie przelewała te doświadczenia na papier, czyniąc swą książkę autentyczną i życiową. W Swoich pamiętnikach zanotowała np."... dziś rano byłam przy drenowaniu podwórza (głównie o to drenowanie mi idzie, bo Bogumił ma drenować Serbinów)". 
Po raz ostatni Maria Dąbrowska gościła w Piorunowie w czerwcu 1939 roku.

Jeden ze stawów należących do folwarku,na którym rosły grzybienie północne  znajduje się w pałacowym ogrodzie.
Obiekt, który możemy dziś oglądać został wybudowany w 1925 roku przez Lucjana Niemyskiego i pozostał jego własnością aż do wybuchu wojny. Wraz z nadejściem Niemców właścicieli wypędzono z majątku. Musieli się oni schronić w Dąbrowie Leśnej.
Dąbrowska szczególnie doceniała działania Lucjana Niemoyskiego na rzecz rodzin żydowskich. Właśnie dzięki jej pamiętnikom w roku 2000 przyznano Lucjanowi i Barbarze Niemyskim tytuł "Sprawiedliwi Wśród Narodów Świata" (LISTA POLSKICH SPRAWIEDLIWYCH).

W roku 1945 w Piorunowie utworzono PGR, a następnie w połowie lat 70-tych ośrodek kolonijny Komendy Wojewódzkiej MO w Sieradzu. W latach 90-tych dwór nabyła osoba prywatna a potem bank. Na początku lat 2000 wszedł w posiadanie obecnego właściciela. Remont rozpoczął się w 2003 roku, a obiekt został adaptowany na hotel i ośrodek spa. Z założenia, traktujemy ten pomysł jako bardzo trafiony. Dwory zamki i pałace wykazują bowiem stosunkową łatwość adaptacji do nowych funkcji, zwłaszcza hotelowych i pensjonatowych. Cechują się też dużą turystyczną wartością.
Dzieje się tak, ponieważ poprzez kontekst historyczny (kulturowy) mają automatycznie przypisany pierwiastek „prestiżu”, tak pożądany przy tego typu ofertach. Dodatkowym atutem jest z reguły lokalizacja w otoczeniu zieleni (historycznie ukształtowanych zespołach parkowych). 
Dobudowany "pałacowy" portyk wejściowy
Piorunów powitał nas okazałą bramą i klasycznie zagospodarowanym podjazdem, w kształcie dużej elipsy. Budynek, w jaskrawym żółtym kolorze rzuca się w oczy, ale barwa, mimo pewnej krzykliwości nie jest przytłaczająca. Naszą uwagę zwrócił okazały, kolumnowy portyk, w stylu klasycystycznym (choć kolumny nie wykazują cech stylowych).  Nie jest to jednak element oryginalny obiektu. Został dobudowany przez obecnych właścicieli, aby nadać budynkowi bardziej "pałacowego" charakteru. Całość nie razi i nie rani odczuć estetycznych, portyk został wkomponowany w bryłę całkiem zgrabnie, choć ostateczny efekt jest nieco teatralny i można wyczuć brak autentyzmu (głównie z uwagi na "udawane"  głowice kolumn). 
Tylko dlaczego kolumny pomalowano w połowie?
Wiosna i słońce zachęcały do spaceru. Chcieliśmy obejrzeć cały obiekt. Niestety, mimo pozytywnego "pierwszego" wrażenia, gdy ruszyliśmy w stronę parku (oraz bocznej i tylnej elewacji budynku) spotkało nas spore rozczarowanie.
Adaptacja na hotel i ośrodek spa, wymagała rozbudowy. Inwestor zdecydował się na realizację zespołu basenowego (i całkiem słusznie!) - niestety, forma architektoniczna przeprowadzonej rozbudowy zupełnie nie przypadła nam do gustu. Smutny, przeszklony pawilon, dostawiony do głównej bryły i przekryty wielkim, spadzistym dachem wygląda jakby pochodził z zupełnie innej bajki. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki znika gdzieś pałacowy klimat, i tego klimatu... niestety żal. 
...gdzie się podział pałacowy kilmat? - w tej przybudówce mieści się hotelowy basen... Czekamy na Państwa opinie!
Elewacja od strony ogrodu, także otulona dziwacznym pawilonem skrywa ponadto pałacowy taras, należący do restauracji. Nie wiem, czy trafiliśmy na "zły dzień", może było zbyt wcześnie (jeszcze przed południem), ale mimo kilkunastu samochodów stojących na parkingu, cały obiekt a zwłaszcza restauracja wyglądały "martwo" i niezachęcająco. Mieliśmy wielką ochotę na kawę w pałacowym wnętrzu (które jak można przypuszczać po zdjęciach zamieszczonych na stronie hotelu) są pięknie odrestaurowane i urządzone, ale ostatecznie nie zdecydowaliśmy się wejść do środka... Czuliśmy się obco. Trochę jak intruzji. Być może jest to zabieg celowy, aby zapewnić większą kameralność gościom hotelowym, jednak z perspektywy "turysty" zwiedzającego okolicę, obiekt wydaje się hermetyczny i introwertyczny. Cała jego "energia" skierowana jest gdzieś do "wnętrza". Może warto pomyśleć nad większą otwartością. Ciepło i przyjazna atmosfera bijąca od miejsca to jeden z atrybutów ekonomicznego sukcesu!


Spojrzenie do środka - restauracja piękna... trochę szkoda, że taka pusta
Relikt drzewa w przypałacowym parku.... musiało być ogromne!

Pałac od strony parkingu
Ciekawostka:
Latem 2010 roku  w Pałacu Piorunów kręcono sceny do filmu "Weekend"  w reżyserii Cezarego Pazury.




Pałac w Gostkowie - perełka klasycyzmu

Pałac w Gostkowie - perełka klasycyzmu

Pałac w Gostkowie - fasada frontowa
Pierwsze wzmianka o Gostkowie pochodzi z 1391 roku. Etymolodzy nazwę miejscowości wiążą z jej położeniem "przy gościńcu" , czyli na skrzyżowaniu średniowiecznych traktów z Uniejowa do Parzęczewa, z Łęczycy do Poddębic i dalej do Szadku i Sieradza. Żartownisie opowiadają, że w Gostkowie nocował sam Zbyszko z Bogdańca, poszukując swej ukochanej Danuśki. Przypuszczalnie miał przy sobie nawet szczebel z drabiny, która się śniła św. Wojciechowi...

Ale tak zupełnie poważnie, pierwszymi znanymi właścicielami majątku byli Gostkowscy. Jeden z przedstawicieli rodu, niejaki Wojciech Gostkowski zapisał się nawet na kartach historii, jako autor rewolucyjnych jak na XVII wiek traktatów ekonomicznych, w których żądał m. in.:  ograniczenia emisji pieniądza i proponował reformę monetarną, demaskował sposoby nadużyć podatkowych i domagał się wprowadzenia jednolitego systemu celnego.
Po Gostkowskich dobra były w posiadaniu Załuskich, Wierzejewskich, krótko Walewskich, Grudzińskich a ostatecznie Skrzyńskich. Rodzina Skrzyńskich została wyrzucona z gospodarstwa przez okupanta, a majątek przejęli Niemcy. Ostatni właściciel, jak zresztą wiele podobnych mu osób, zginął w Dachau. Ludzie z Gostkowa, którzy przebywali w obozie wraz z nim opowiadali, że został zabity szpadlem przez strażnika, ponieważ był zbyt wyczerpany, by pracować.

Dziś Gostków to wieś położona w gminie Wartkowice. I choć jest to miejscowość niewielka skrywa ciekawą perłę polskiego klasycyzmu. Tuż przy głównej drodze, prowadzącej z Poddębic (siedziby powiatu) do Łęczycy (oraz na autostradę A2), znajduje się przepiękny i całkiem dobrze zachowany, okazały zespół pałacowy wzniesiony na przełomie XVIII i XIX wieku przez Zygmunta Grudzińskiego. Projektantem obiektu był wybitny polski budowniczy Hilary Szpilowski, autor m. in.  Pałacu Kazimierzowskiego w Warszawie (obecnie siedziba Uniwersytetu Warszawskiego) czy też pałacu w Walewicach.
Na budynku, w kilku miejscach można odnaleźć datę 1802, którą uznać należy za rok ukończenia budowy pałacu.
Dwukondygnacyjny budynek wybudowano na planie prostokąta. Na osi fasady wznosi się monumentalny portyk, wsparty na czterech smukłych, jońskich kolumnach, nadających budowli antyczny, stylowy charakter. Portyk zwieńczony jest trójkątnym tympanonem, w którego wnętrzu znajduje się duże półokrągłe okno. Powierzchnię tympanonu pokrywa kolor różowy. Na zewnątrz zamyka go dekoracja kostkowa w kolorze bieli. Pod nim znajduje się fryz, na którym umieszczono łaciński napis: “Superanda Omnis fortuna. ferenda est” co w dostępnych na temat pałacu materiałach tłumaczone jest jako - trzeba pogodzić się  losem, lub trzeba znieść wszelki los, który należy pokonać. 
Znalazłam jednak nieco inne tłumaczenie tej sentencji: Cierpliwością pokonuj niepowodzenia, czy też Cierpliwie pokonuj niepowodzenia... - co zdecydowanie zmienia treść tego przesłania.

Spojrzenie na portyk od dołu
Wracając jednak do obiektu - fasada pałacu od strony ogrodu posiada półokrągły  ryzalit, znajdujący się na osi budynku. Kondygnacje oddzielone są gzymsem kordonowym a pod okapem znajduje się gzyms wieńczący wsparty na kroksztynach. Dach czterospadowy, kryty obecnie miedzianą blachą (historycznie - czerwoną dachówką).

Elewacja ogrodowa z półokrągłym ryzalitem. Niestety od tej strony pałac jest bardziej zaniedbany
We wnętrzu budynku, w monumentalnym hollu znajduje się trzybiegowa klatka schodowa oraz od strony ogrodowej owalny salon. Najbardziej interesujące są jednak unikatowe polichromie, wykonane w technice temperowej, które powstały prawdopodobnie w latach 1809-1812. Jest to dzieło nieznanego malarza, utrzymane w stylu cesarstwa i znajduje się niemal we wszystkich pomieszczeniach pałacu.

W okresie okupacji polichromie zniknęły pod grubą warstwą ordynarnie nałożonej farby. Na szczęście w latach 1962-1965, odkryto je ponownie i uratowano. Pracami kierował wówczas profesor K. Dąbrowski.

W sieni, nad drzwiami znajdują się armatury i panoplia, na klatce schodowej kolumnada z romantycznym pejzażem i świątynią antyczną w parku, a na suficie amorki w chmurach.

W salonach umieszczono owalny plafon z Cererą (patronką rolników), oraz plafon przedstawiający Zeusa na Olimpie. Niezwykle urokliwe są również umieszczone na suficie symboliczne personifikacje czterech pór roku oraz groteski w stylu pompejskim.
Po wejściu do sieni zwraca uwagę także oryginalna podłoga wykonana z sześciokątnych, ciętych w poprzek słoi bali dębowych. Trzeba podziwiać wytrzymałość materiału, po którym do dziś chodzą petenci Urzędu Gminy, który mieści się w murach pałacu.

Warto podkreślić, że po wojnie majątek uległ parcelacji a pałac popadł w ruinę. Niektórzy mówią, że za ocaleniem budynku stoi jeden człowiek: Antoni Pawenta, który przez 40 lat walczył o to, by uratować zespół pałacowy. Pan Antoni  przybył do Gostkowa w 1947 roku. Dzięki jego staraniom wstawiono wyrwane framugi okienne i drzwiowe, poprawiono dach a w końcu przeprowadzono także generalny remont.

Gospodarzami pałacu w "Gostkowie" był między innymi łódzki "Kuśnierz" oraz Zakład Unasieniania Zwierząt (od 1971 roku). Obecnie mieści się tu Urząd Gminy. Nie jest to może najszczęśliwsze rozwiązanie, możliwości zwiedzania obiektu są bowiem mocno ograniczone, jednak dzięki funkcji publicznej pałac ocalał i przetrwał do dziś w bardzo dobrym stanie.

Jak każdy historyczny obiekt, tak i pałac w Gostkowie skrywa swoje małe tajemnice. Podobno, 11 XI 1815 roku przebywał tu sam car Aleksander I Romanow, podejmowany przez Załuskich. Inna legenda głosi, że pałac odwiedzał również Napoleon Bonaparte. Historycy nie potwierdzają tej tezy, jednak biorąc pod uwagę, że dwór przez krótki okres należał do Walewskich, nie można zupełnie wykluczyć takiej możliwości. Może po prostu nie bywał tu.... oficjalnie...

Na zakończenie należy dodać, że od strony wjazdu pałac otaczają stylowe oficyny, rozmieszczone symetrycznie do obiektu. Interesująca jest zwłaszcza oficyna północna z gankiem wspartym na dwóch kolumnach, zwieńczonym trójkątnym szczytem.
Od strony zachodniej znajdują się pozostałości parku, na które składają się resztki alei modrzewiowej i kwadratowej sadzawki zamykającej oś widokową. Park o powierzchni 3,9 ha nosi cechy  ogrodu romantycznego  i  ma charakter późnobarokowy o czym świadczyć może osiowy układ założenia. Powstał prawdopodobnie pod koniec XVIII lub na początku XIX wieku, jednak w latach 1900 – 1915 został poddany remontowi i przebudowie. Drzewostan wzbogacono o gatunki iglaste, wprowadzono także gatunki egzotyczne, jak żywotniki.

Przebywając w okolicy warto zwiedzić ten wyjątkowy obiekt :)

Dane obiektu:

Zespół pałacowo-parkowy w Gostkowie:
  • pałac, murowany, zbudowany w stylu klasycystycznym w1802 r., restaur. w 1960 r. – obiekt zabytkowy nr rej. 201/A, nr dec. Kl IV-680529/67, wł. Urząd Gminy, 
  • oficyna, murowana z pocz. XIX w. restaur. w 1960 – obiekt zabytkowy nr rej. 229/A, nr dec. Kl IV 680 530/67, wł. Mazowieckie Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt w Gostkowie,
  • spichlerz, ob. oficyna, murowana z pocz. XIX w., restaur. w 1960 r. – obiekt zabytkowy nr rej 230/A, Ldz Ks V-21/108/49, 
  • park pałacowy z pocz. XIX w. – obiekt zabytkowy nr rej. 202/A Kl IV 680 531/67; wł. Urząd Gminy,

Źródła:
  • Biuletyn PTTK, Łódź nr 5/6 z 1972 roku
  • Jabłońska-Mruk U., Zabytki Gminy Wartkowice
  • Ruszkowski A., "Sieradz i okolice", Sieradz 2000.
  • http://www.parki.org.pl/parki-dworskie-i-przypalacowe/klasycystyczny-zespol-palacowo---parkowy-w-go
  • http://www.wartkowice.pl/asp/pl_start.asp?typ=14&menu=13&strona=1
  • http://www.zamkilodzkie.pl/pliki/stary_gost.htm
  • Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania gminy Wartkowice
Dwór w Bronowie - czyli gdzie mieszkała Maria Konopnicka

Dwór w Bronowie - czyli gdzie mieszkała Maria Konopnicka


Dworek w Bronowie wzniesiony przez Dzierzbickiego
Malownicze pola, łąki, lasy i bezdroża... sienkiewiczowski spokój, łany pszenicy, sielskość i anielskość rozciągająca się po horyzont... szlachecka polska wieś, wesoła i rubaszna. Tak kojarzy się Bronów, niewielka miejscowość w województwie łódzkim, w powiecie poddębickim, w gminie Wartkowice.

Pierwsza wzmianka o Bronowie (Brunowo) pochodzi z 1391 roku. Dobra te należały do Bronowskich herbu Korab, a następnie do Kossów. Najbardziej majątek kojarzony jest jednak z Konopnickimi, a w szczególności z niezwykłą ikoną polskiej literatury Marią Konopnicką. Bronów trafił w ręce rodziny w 1844 roku, kiedy to nabył go Wawrzyniec Konopnicki herbu Jastrzębiec (późniejszy teść Marii) - za niebagatelną kwotę 161 333 złotych polskich. Był to ponoć człowiek wesoły, niezwykle rozrywkowy, raptowny i jowialny... zupełnie niemający głowy do interesów, co niestety przekazał w genach swojemu synowi Jarosławowi, czyli mężowi Marii.
Dworek w Bronowie - wejście główne

Nie wszyscy jednak wiedzą, że tzw. "dworek Marii Konopnickiej w Bronowie", o którym często czytamy w różnego rodzaju folderach turystycznych, i który stoi obecnie w bronowickim parku, to nie jest ten obiekt, w którym rzeczywiście zamieszkała młoda mężatka w 1862 roku, kiedy to wyszła za Jarosława Konopnickiego - swojego "wąsatego anioła" jak zwykła go nazywać w czasach, gdy kwitła młodzieńcza miłość, nie skalana jeszcze problemami dnia codziennego...

Relikty zabudowań folwarcznych
"Prawdziwy" dworek Konopnickiej przypominał bardziej wieśniaczą chatę niż dwór ziemiański. Był mały, niski i kryty strzechą. Prawdopodobnie posiadał niewielki ganek. Co ważne, w odróżnieniu od współczesnego dworku był drewniany - miał modrzewiowe, obrzucone tynkiem ściany i jedynie 4 małe okna, które wpuszczały do wnętrza niewiele światła. Okna te na noc zamykano jeszcze okiennicami z wyciętym serduszkiem. Dworek był ciasny. Mieścił zaledwie 5 pokoików, kredens, kuchnię i spiżarnię. Do domu wchodziło się przez sień (gdzie trzymano smycze dla chartów i torby borsucze). Po prawej stronie znajdował się salonik, który zdobiły  portrety Jana III Sobieskiego, Jana Kochanowskiego i księdza Kordeckiego, a ogrzewał go staroświecki kominek.  Z sieni na lewo wchodziło się do pokoju jadalnego, a dalej do sypialni należącej do Wawrzyńca Konopnickiego. Należy pamiętać, że w dworku, oprócz młodej pary i ich dzieci (ostatecznie sześciorga) oraz teścia mieszkało także młodsze rodzeństwo Jarosława. Nie były to zatem komfortowe warunki.
Relikty zabudowań folwarcznych

Majątek w Bronowie był duży, obejmował 40 włók, 11 morgów i 167 prętów. Oprócz Bronowa w jego skład wchodziły także wsie: Piotrów, Bronówek, Zalesie i Konopnica. Niestety całość była zadłużona i zrujnowana. Maria Konopnicka musiała przeżyć nie lada wstrząs i rozczarowanie, kiedy zrozumiała na jakie życie skazał ją jej "wąsaty anioł". Okazało się, że dom był zrujnowany. Na przyjazd młodej gospodyni, aby ukryć mankamenty ("przypudrować fasadę") otynkowano rozpadające się w ściany i zmurszałe belki. Prawdopodobnie, w budynku uginały  się nawet stropy.  Sama Konopnicka pisała ..."zapadał się tedy ów dworek stary, belka po belce (...) a pułap coraz to był niższy, coraz bardziej tłoczący..." (Niemczaki"). Tak oto Maria Konopnicka stała się Panią na Bronowie.
Tak mógł wyglądać dworek Konopnickich... - rysunek własny :)

Jarosław Konopnicki gospodarował swym majątkiem wesoło i niefrasobliwie. Kuligi, zabawy, polowania, kolejno po sobie następujące chrzciny (Maria urodziła 8 dzieci, z których przeżyło sześcioro) - stanowiły treść życia mieszkańców małego dworku. Jarosław lubił się ponadto procesować. Majątek się kurczył... rosły za to długi. Na dodatek trzeba było przygotować posagi dla sióstr i oddać bratu Eugeniuszowi majątek w Zalesiu. To nie mogło się dobrze skończyć...

I rzeczywiście - ten beztroski, hulaszczy tryb życia, niefrasobliwość i lekkomyślność doprowadziły rodzinę do bankructwa. Dla rzetelności należy dodać, że nie bez znaczenia były również represje popowstańcze czy reforma uwłaszczeniowa, które dodatkowo utrudniły sytuację finansową Konopnickich.

Niemniej jednak, w roku 1868 sytuacja była tak zła, że na mocy decyzji z dnia 4 lipca dobra Bronowa z przyległościami zajęte zostały na przymusową sprzedaż (choć akt sprzedaży sporządzono dopiero w 1873 r.).Majątek zlicytowano za śmieszną wówczas kwotę 51 975 rubli, co było ponoć równoważne z wartością samego lasu, wchodzącego w skład majątku.

W ten oto sposób Bronów wszedł w posiadanie postaci znanej z poprzedniego felietonu, niezwykle operatywnego właściciela Biernacic - Artura Dzierzbickiego (więcej TUTAJ). Nowy gospodarz, w roku 1902 rozebrał stary, modrzewiowy dworek i zbudował nowy, murowany z cegły przywiezionej z Uniejowa. Trudno dziś jednoznacznie przesądzić, gdzie znajdował się  pierwotny dworek. Niektórzy twierdzą, że dokładnie w miejscu istniejącego obiektu, który postawiono na starych fundamentach. Inni zaś mówią, że modrzewiowy dworek stał obok i usytuowany był pod kątem prostym do obecnego, bliżej zabudowań folwarcznych. Ostatecznie mogłyby o tym przesądzić jedynie badania archeologiczne. Pewne jest jednak, że dworek otoczony był bujną zielenią, którą Maria uwielbiała i która w dużej części przetrwała do dziś.

Budynek wzniesiony przez Dzierzbiskiego jest niewielki ale solidny.  W czasie II wojny światowej mieściła się tutaj siedziba niemiecka. Po wojnie popadł jednak w ruinę,  groziła mu nawet rozbiórka, (głównie za sprawą dekretów Manifetsu PKWN  - dwór stanowił bowiem symbol obalonego systemy i powinien zniknąć z krajobrazu polskich wsi!). Na szczęście utworzono tu szkołę, a 14.05.1960 roku, z inicjatywy Haliny Sławińskiej, zainicjowano w ganku "kącik pamięci" poświęcony Marii Konopnickiej, wmurowano pamiątkową tablicę i otwarto szlak rajdu pieszego Bronów - Poddębice (poetka lubiła bardzo spędzać czas w poddębickim parku). Bronowickiej szkole nadano oczywiście imię Marii Konopnickiej.

Niestety, dwór ponownie popadał w ruinę. Dopiero dzięki wstawiennictwu Zarządu Głównego Towarzystwa im. Marii Konopnickiej u władz województwa, w 1980 roku rozpoczęto kompleksowy remont i renowację obiektu. Sama pamiętam jeszcze szkolny biwak i nocleg w śpiworach, na podłodze bronowskiego dworku...

W dniu 1 września 1995 roku w budynku działalność rozpoczęło Muzeum Oświatowe im. Marii Konopnickiej, założone przez sieradzką filię Wojewódzkiej Biblioteki Pedagogicznej w Łodzi. Dziś  prezentowane są tu stare dokumenty, fotografie, rękopisy i książki poetki, jak również meble i sprzęty. W jednym z pomieszczeń oglądać można stare podręczniki, zeszyty i pomoce szkolne. Organizowane są tu wystawy czasowe związane z życiem i twórczością Marii Konopnickiej, często wystawiane są także prace dzieci.

Co się stało z Marią Konopnicką po opuszczeniu przez nią Bronowa... i co tak naprawdę wiemy o tej niezwykłej  postaci? Już dziś zapraszamy do lektury kolejnego felietonu poświęconego niejasnej i skomplikowanej historii życia jednej z największych polskich poetek -czytaj TUTAJ
Płyta pamiątkowa poświęcona Marii Konopnickiej
Dworek od strony parku

Kamień i płyta poświęcone Marii Konopnickiej

Popadające w ruinę relikty zabudowań folwarcznych - grożą zawalenie

Folwark - spojrzenie romantyczne

Dworek - spojrzenie romantyczne
Redaktor Józef Naimski,  opis dworku w „Kurierze Warszawskim”: „(…) Kiedy minąwszy mostek stanęliśmy u podjazdu folwarcznego (…) ujrzałem śród drzew niski domek o dużej i wysokiej strzesze słomianej, chatę raczej wieśniaczą niż dworem pańskim będący. Na niskich ścianach trzymał się jeszcze tynk, którym je obrzucono, niedawno zapewne, gwoli wzmocnienia rozpadających się bierwion i desek. Cztery małe okienka, o sześciu szybkach każde, z frontu dworu ujmowały proste drewniane okiennice z wyciętymi u góry sercami. Pośrodku tych okien, jak całe domostwo, drzwi podwójne, sięgające prawie dachu, prowadziły do niewielkiej sieni. Wnętrze domku pp. Konopnickich mieściło pięć pokojów, kredens i kuchnię oraz spiżarnię, dwie ostatnie izby gospodarskie wychodzące na drugą sień od tyłu domu, gdzie tuż zaczynał się ogród dworski. Z sieni na prawo wchodziło się do saloniku, na lewo zaś do pokoju jadalnego, a za nim do sypialnego ojca p. Konopnickiego, sędziwego i zamaszystego p. Wawrzyńca. Z saloniku dwa okna wychodziły na klomb ślicznych, rosłych, starych jesionów, do dziś dnia doskonale zachowanych, które ocieniały również trzecie okno szczytowe, mniejsze, sąsiedniego maleńkiego pokoju Marii Konopnickiej, w którym podobno lubiła przebywać najdłużej (…)"


Dane dotyczące obiektu: 
  • dwór murowany z 1902 r., wł. Skarb Państwa – obiekt zabytkowy  nr rej. 314/A, nr dec. Kl IX-680529/67
  • rządcówka - obecnie dom, murowana z 1934 roku
  • czworak murowany z lat 20-tych XXw.
  • stajnia murowana z lat 20-tych XX w.
  • stodoły murowane z lat 20-tych XX w.
  • park dworski z przełomu XIX/XX o powierzchni 7,60 - obiekt zabytkowy 420/A, nr dec. Ps 02.01.53, 47/34/98


Częste mycie skraca życie, czyli dlaczego Europejczycy przestali się myć... cz.2

Częste mycie skraca życie, czyli dlaczego Europejczycy przestali się myć... cz.2

Krynica Zdrój - zdjęcie własne

...część 2: Narodziny uzdrowisk (część 1 - tutaj)


Strach przed ciepłą wodą trwał nieprzerwanie aż do końca XVII wieku. Nie dało się jednak całkowicie zrezygnować z higieny. Wprowadzono zatem pewien zamiennik... powiedzmy, że substytut czyli "suchą toaletę". Aby zapobiec odorowi spod pach, które cuchną capem, należy dotykać skóry i nacierać ją gałkami różanymi – czytamy w XVI-wiecznym poradniku. Z kolei higienista Jean du Chesne pisał w XVII w.: Po wypróżnieniu trzeba przede wszystkim uczesać się i natrzeć sobie głowę, a to zawsze od przodu ku tyłowi, czyścić szyję stosownymi szmatkami czy gąbkami, i to tak długo, aż głowa cała będzie oczyszczona z wszelkiego brudu; w czasie tego nacierania głowy można się nawet przechadzać, aby nogi i ręce rozruszały się nieco. Przykre zapachy niemytych ciał tłumiono perfumami (oryginalny tekst)

Jak można się spodziewać, efekt był mizerny. Brud, smród... i nie koniecznie ubóstwo, bo nie myto się nawet wśród arystokracji. Poziom higieny był dramatyczny. Ludzi nękały plagi wszy, pcheł i wszelkiej inne maści robactwa. Powstał nawet specjalny zawód "iskaczki"... wszyscy chyba wiemy, czym się zajmowały owe, niezwykle potrzebne niewiasty.
Co ciekawe, podobno na początku XVII na terenach dzisiejszej Rosji łaźnie (czyli tamtejsze banie) miały się w najlepsze . Jak pisał niemiecki uczony Adamus Alearius: „W Rosji nie ma takiego miasta ani wsi gdzie nie byłoby parowej łaźni. Rosjanie są w stanie znosić niezwykły żar. Witki na półkach łaźni pozwalają chłostać rozgrzane ciało tymi brzozowymi miotłami. Zimą, wyskoczywszy z bani kładą się na śniegu, nacierają nim ciało, a potem znowu wchodzą do gorącej bani. Tak diametralna zmiana działań okazuje się sprzyjać ich zdrowiu i urodzie” (czytaj)

Dopiero rozwój nauki, która jednoznacznie powiązała higienę osobistą ze stanem zdrowia oraz tężyzną fizyczną przyczynił się do zmiany nawyków kąpielowych.  Kluczowe okazały się podstawy mikrobiologii stworzone przez Ludwika Pasteura! Okazało się, żyjące na skórze chorobotwórcze mikroby trzeba usunąć  - najlepiej poprzez kąpiel! Woda wraca do łask!
Nie brakuje także odkryć na ziemiach słowiańskich. W Polsce w  roku 1617 Erazm Sykst wydał dzieło "Cieplice w Szkle", w 1630 Jan Sechnicki napisał "Cezurę o wodzie iwonickiej", a w 1776 Jakub Moneta, przyboczny lekarz króla Stanisława Augusta, opublikował dzieło o leczeniu zimną wodą górnych dróg oddechowych.

Jednak tradycje wodolecznicze ponownie natrafiły na podatny grunt dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku. Nastąpiło nie tylko odrodzenie istniejących uzdrowisk, ale także gwałtowny rozwój nowych ośrodków. W zdrojowiskach i kąpieliskach leczono niemal wszystkie dolegliwości.
Tym samym wodolecznictwo stało się ważnym elementem opieki zdrowotnej, choć początkowo wśród lekarzy panowała raczej głęboka wiara w uzdrawiającą moc natury, niż wiedza poparta naukowymi dowodami. Dopiero w XIX wieku przeprowadzone zostały dokładne badania wód mineralnych, co w sposób bezpośredni związane było z rozwojem nauk przyrodniczych. Bardzo ważnym opracowaniem, dotyczącym polskiego zdrojownictwa było dzieło Józefa Dietla (1804-1878) o Krynicy, Szczawnicy i Iwoniczu. Warto także dodać, że w II połowie XIX wieku dwaj lekarze: Alfred Sokołowski na Dolnym Śląsku i Tytus Chałubiński w Tatrach zapoczątkowali leczenie klimatyczne, stosując je na szeroką skalę w walce z gruźlicą.

W XIX wiek kurorty w dużej mierze wkroczyły z drewnianymi izdebkami pozbawionymi wygód, kabiny przyrodolecznicze nie posiadały bieżącej wody i ogrzewania, a całość miała zdecydowanie sezonowy charakter. 

Dopiero z czasem, pod wpływem niesłabnącego zainteresowania, rozpoczął się wzmożony ruch inwestycyjny, tak aby standard oferty dopasować do oczekiwań głównych odbiorców. W uzdrowiska inwestowali lekarze, przemysłowcy, ale także kupcy i właściciele ziemscy. Warto wspomnieć chociażby rodzinę Załuskich, która rozbudowała zdrojowisko w Iwoniczu czy Stanisława Staszica inwestującego w Ciechocinku. Naturalnym procesem było także zakładanie nowych uzdrowisk. Rozwój, a zwłaszcza sukces finansowy jednego miejsca, wzbudzał zainteresowanie kolejnych inwestorów w sąsiedztwie rozwijającego się ośrodka. Przykładem jest chociażby Rymanów założony w 1880 roku przez Potockich, zaledwie kilka kilometrów od funkcjonującego w pobliżu i cieszącego się coraz większą popularnością uzdrowiska w Iwoniczu.
Podstawowym zadaniem XIX-wiecznych uzdrowisk była poprawa stanu zdrowia i ogólnego samopoczucia. Jednak opierając się na opisach zawartych w przewodniku Aleksandra Ostrowicza po lądeckim kurorcie można śmiało stwierdzić, że pod względem funkcjonalnym miejscowość uzdrowiskowa musiała zaspokajać bardzo szeroki wachlarz potrzeb i oczekiwań. Niewątpliwie zabiegi medyczne odgrywały znaczącą rolę w pobytach uzdrowiskowych i dokładano wszelkich starań, aby przynieść chorym ulgę w różnych dolegliwościach, ale uzdrowisko było również miejscem towarzyskich spotkań.
źródło: https://www.pb.pl/najlepsze-uzdrowisko-ii-rp-797248Dodaj napis
 Jak podaje Aleksander Ostrowicz: „(…) w basenie robiono znajomości, bawiono się, śmiano i dowcipkowano, aranżowano zabawy na przyszłą niedzielę lub święto (…) Zdarzało się często, że towarzystwo fetowało w kąpieli; czołenko ku temu celowi zbudowane, w świeże przystrojone kwiaty, zjawiało się naraz zwolna posuwane, prezentowało kawę, czekoladę i ciasta. (…) kąpano się w kostiumach; w wymyślaniu i stwarzaniu tychże szczególniej przesadzały się damy, tak, że podobno kostiumy takie więcej zbliżały się podobieństwem do toalet balowych, niż do skromnych kąpielowych ubrań.”

W uzdrowiskach wznoszono łazienki, zakłady przyrodolecznicze, pijalnie wód, hale spacerowe, inhalatoria, pijalnie mleka, a nawet lecznice dla zwierząt. Ponadto realizowano domy zdrojowe, a także teatry, oranżerie, palmiarnie, cukiernie, kawiarnie, biblioteki, czytelnie i muszle koncertowe. Uzupełnieniem była infrastruktura pobytowa: hotele, zajazdy, gospody, restauracje, budynki handlowe, apteki, pralnie, kotłownie, rozlewnie wód, wytwórnie naczyń do wody i kioski meteorologiczne.
Dom Zdrojowy w Lądku Zdroju źródło: http://dolny-slask.org.pl/3621459,foto.htmlDodaj napis

Kursalony czyli Domy Zdrojowe bywały wyposażone w sale balowe, kawiarnie, stoły bilardowe, fortepiany przeznaczone dla gości, a także sale do gry w karty, w domino, szachy, posiadały czytelnie i wypożyczalnie książek. Podczas spacerów po parkach kuracjuszom towarzyszyły orkiestry zdrojowe, złożone często z kilkudziesięciu muzyków. Na Dolnym Śląsku dbano, aby piekarnie wiedeńskie dostarczały ciast, bułek, karlsbadzkich rogalików i lodów. Na terenie uzdrowisk znajdowały się sklepy galanteryjne, luksusowe, bławatne i inne. Pracowały modniarki, szwaczki, praczki, szewcy, krawcy, działała poczta i urząd telegraficzny, a to wszystko w otoczeniu parków i lasów, w których wyznaczano ścieżki spacerowe, wyposażone w infrastrukturę wypoczynkową. Zapewniano także możliwość wyjazdu na bliższe i dalsze wycieczki do sąsiednich miejscowości w celu uprawiania turystyki krajoznawczej. Wszystko w kurorcie, począwszy od układu przestrzennego, kompozycji zieleni, organizacji ścieżek spacerowych przez architekturę, a na rozmaitych ofertach funkcjonalnych skończywszy miało przede wszystkim służyć wypoczynkowi i rozrywce. Suma tych zjawisk pozwala wysnuć wniosek, że XIX - wieczne uzdrowisko było rodzajem turystycznego przedsiębiorstwa, w którym wielką wagę przywiązywano do różnorodności oferty, a także do jakości architektury i przestrzeni.

Długopole Zdrój - Dom Zdrojowy źródło: http://opole.fotopolska.eu/foto/511/511944.jpg
Źródło:

  • Balińska G., Uzdrowiska Dolnośląskie. Problemy rozwoju i ochrony wartości kulturowych do II wojny światowej, Wydawnictwo Politechniki Wrocławskiej, Wrocław 1991
  • Kaczmarska E., Uzdrowisko i jego przestrzeń społeczna. Wybrane zagadnienia przestrzenne polskich uzdrowisk karpackich w aspekcie integracji europejskiej, Zeszyt Naukowy nr 47, Politechnika Krakowska, Kraków 2002Mitkowska A., Siewniak M.,1998, Tezaurus sztuki ogrodowej, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa
  • Krasiński Z., Rynek usług uzdrowiskowych w Polsce, Poznań 2001 
  • Krasiński Z., Cykle życia uzdrowisk, Kołobrzeg 2004,
  • Majdecki L., 1981, Historia ogrodów, PWN, Warszawa, 
  • Ostrowicz A., Landek w hrabstwie Kłockiem w Szląsku. Podręcznik informacyjny dla gości kąpielowych, Poznań 1881
  • Węcławowicz - Bilska E., Historyczne założenia zdrojowisk w kształtowaniu współczesnych ośrodków balneologicznych w Polsce, Politechnika Krakowska, Kraków 1990
  • Wojtaszek T., Leczenie uzdrowiskowe,[na:]www.wodadlazdrowia.pl/pl/9033/0/Uzdrowiska.html
  • Wojtaszek T., Historia uzdrowisk krakowskich, Krakowskie Studia Małopolskie, Nr 5/2001, passim; 
  • http://www.national-geographic.pl/historia/nieczysta-troska-o-higiene
  • https://opolczykpl.wordpress.com/2012/02/25/historia-slowianskiej-lazni/
 
Copyright © 2014 Pocztówki z Centrum , Blogger