Psoty Wodnika Paradnego...

Wiele lat temu, na ziemi poddębickiej, w pobliżu rzeki Ner rozciągały się wszechobecne moczary i bagna. Nikogo nie powinno więc dziwić, że tereny te, nie były zamieszkiwane wyłącznie przez ludzi… Choć obecnie trudno to sobie wyobrazić, zasiedliły się tam przedziwne stwory i zjawy, które skutecznie uprzykrzały życie okolicznym mieszkańcom.

Razu pewnego, pod mostem paradnym o drewnianej konstrukcji, osiedlił się stwór zwany Wodnikiem. Mieszkał on w rzece, wzdłuż której często spacerował, a gdy mgły dłużej się utrzymywały, wychodził z ukrycia poszukując swojej ofiary. Wystarczyła chwila nieuwagi, by potwór wciągnął do wody upatrzoną sierotę. A to człowiek młody, idący na spotkanie, czasem pijak śpiący przy drzewie, a nawet dziecko bawiące się przy pomoście pod czujnym okiem matki. Dręczył on mieszkańców Poddębic przez lata, a wraz z biegiem czasu liczba ofiar dramatycznie rosła...

Pomimo niebywałej przebiegłości, a także inteligencji wodnika czasami udawało się uratować ofiarę z jego szponów. Jednak za każdym razem wiązało się to z niebywałą irytacją stwora. Sfrustrowany chochlik siadał wtedy na moście paradnym i prześladował wszystkich, którzy znaleźli się w pobliżu. Pewnego razu grupa rolników wpadła do wody z całym wozem siana, gdyż na moście złamały się koła. Całe wydarzenie obserwował zadowolony z siebie wodnik, śmiejący się w niebogłosy. Innym razem topielec zaatakował rolnika przeprowadzającego zwierzęta. Ten się poślizgnął i wpadł do rzeki, a bydło które prowadził rozpierzchło się z przerażeniem po okolicy. Część rogacizny ugrzęzła nawet na mokradłach. W przerwach pomiędzy atakami, mityczny władca rzeki siedział w wodzie i z nudów puszczał bąbelki, a gdy padał deszcz wychodził na most i obserwował otoczenie skąpane w blasku księżyca. Chcąc przedostać się na drugą stronę brzegu, mieszkańcy - w akcie desperacji - zaczęli pobożnie się żegnać, a deski pomostu kropić święconą wodą. Sam chochlik bezsilnie bryzgał wtedy wodą, krzyczał i wił się diabelsko. Nikt jednak nie podszedł bliżej stwora, w obawie przed zakończeniem żywota.

Wtenczas znalazł się jeden odważny! Dzięki Piotrowi, gdyż tak miał na imię ów nieszczęśnik, wiemy jak chochlik wyglądał. Do dziś wspomina się paskudny wygląd utopca. Przypominał ludzką postać, o niewysokiej, chudej sylwetce i ogromnej głowie ze spiczastymi uszami. Na uwagę zasługiwały również nienaturalnie duże stopy oraz ręce z błonami pławnymi, które zwisały mu do kolan. Dzięki potarganym, postawionym do góry włosom wydawał się większy, niż był w rzeczywistości. Zabarwione na zielono oczy przypominały wodne zwierzę, a efekt ten potęgowało pomarszczone i odmoczone ciało. Niektórzy powiadają, że chochlik potrafi przybierać rozmaite postacie, najczęściej istot związanych z ciekami wodnymi. Jednak nikomu nie udało się tego udowodnić. Rozrywki chochlikowi dostarczali także miejscowi rybacy. Wodnik notorycznie płoszył im ryby, a na haczyk podkładał pozostałości osadzone na dnie rzeki. W ten sposób poławiacze odchodzili z niczym. Jednak ulubionym zajęciem chochlika było plątanie sieci. Potrafił nawet sprawić, by rybak sam się w nią omotał. Figle i psoty wodnika nie miały końca!

Pewnego razu miejscowi postanowili przechytrzyć panoszącego się utopca. W tym celu sprowadzono na pomost proboszcza z odległej plebanii (kto wie, może to nie był ksiądz, tylko sam Geralt z Rivii?). Jakby nie było - miał on raz na zawsze wygnać wodnika z jego domostwa. Ten jednak w porę się zorientował i postanowił czym prędzej czmychnąć. W obliczu zatrważającego huku piorunów, rzęsistego deszczu i ogłuszających grzmotów zstąpił do piekieł. Nikt jednak nie jest pewny czy wodnik nie zechce kiedyś powrócić…

Seria poddębickich legend jest zbiorem opowiadań zasłyszanych na terenie gminy od jej mieszkańców. Przekazywane przez pokolenia baśnie uwzględniają ówczesną topografię miasta, zabytki, a także postaci ze znanych rodów, które zamieszkiwały ziemie poddębickie, a także okoliczne wsie.

Literatura:
Pucek J., Tak mi zaśpiewał wiatr…, Miejska i Gminna Biblioteka Publiczna, Poddębice, 1999 r.

3 komentarze:

  1. Uwielbiam lokalne legendy :) Pamiętam, że kiedy wydano książeczkę, na podstawie której napisano ten post, dosłownie "połknęłam" całość ;) Ta o wodniku jest chyba jedną z fajniejszych, choć ja osobiście pamiętam dobrze jeszcze tą o pałacu oraz kościele i drugą, opowiadającą o budowaniu mostu przy parku ;) A z poddębickich mostów najbardziej klimatyczny jest chyba ten wąski, zwany "upustem". W czasach licealnych udało mi się spędzić w tych okolicach wiele czasu, każdy możliwy spacer kończył się nad rzeką :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, te legendy mają swój charakter i oryginalny klimat. Skoro Ci się podobały, to zapraszamy serdecznie na kolejne odsłony w nieco odświeżonej formie :).

      Usuń
    2. Będę czekać na kolejne, zdecydowanie :D

      Usuń

Copyright © 2014 Pocztówki z Centrum , Blogger